piątek, 3 kwietnia 2015

Parę kawałków z Chatwina

„Obecnie bardziej niż kiedykolwiek ludzie muszą nauczyć się tego, jak obywać się bez różnych rzeczy. Rzeczy powodują, że człowiek zaczyna się bać - im więcej ma, tym bardziej się boi. Rzeczy potrafią spętać duszę, a następnie mówić jej, co ma robić.
Nalał herbaty do dwóch czerwonych, emaliowanych kubków. Była ciemna i gorąca. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, aż w końcu zdecydował się przerwać milczenie.
- Czy to nie wspaniałe żyć w cudownym, dwudziestym wieku? Po raz pierwszy w historii można się obejść bez rzeczy.

poniedziałek, 30 marca 2015

Eksperyment - życie bez....

... lodówki, samochodu, pralki, telewizora, telefonu? Bez jakich udogodnień nie wyobrażacie sobie funkcjonowania?


Czasowe odcięcie się od niektórych wynalazków cywilizacji to dla mnie za każdym razem bardzo ciekawy eksperyment. Zwykle bywa wynikiem świadomego wyboru, np. wyjazdu pod namiot albo do studenckiej chatki. Gorzej, gdy jesteśmy do niego zmuszeni - mieszkamy w miejscu, gdzie nie ma publicznej komunikacji, a nagle nawala samochód... Moim zdaniem jednak warto od czasu do czasu zdobyć się na pewne wyrzeczenia. Pomagają one odkryć, jak często działamy „na autopilocie”, nawet się nad tym nie zastanawiając. Okazuje się, że potrzeby to czasem tylko zachcianki, można je przemodelować, zdefiniować na nowo, nabrać innych nawyków.

Mam za sobą dwa większe eksperymenty tego typu.

piątek, 6 lutego 2015

Konkurs na blog roku - głosujmy na Drogę do prostego życia

W konkursie na blog roku startuje zaprzyjaźniony blog, założony przez Konrada Mielcarka 4 lata temu: Droga do prostego życia. Bywalcom polskiej blogosfery minimalistycznej chyba nie trzeba go przedstawiać. :)
Myślę, że warto poprzeć ten blog, by temat prostego życia mógł zatoczyć jeszcze większe koło... Jak wielu ludzi wokół potrzebuje inspiracji i wiedzy!
Wielkim atutem bloga jest to, że jest on obecnie tworzony przez wielu różnych Autorów, których Konrad zaprosił do współpracy. To pokazuje rozmaite drogi, którymi można iść w tę samą stronę - stronę dobrowolnej prostoty i minimalizmu.
Serdecznie polecam - czas na nas, czytelników i miłośników prostoty. Głosowanie jest płatne, ale pieniądze idą na cel charytatywny, więc chyba można odżałować te parę złotych. :)
Informacje o głosowaniu - tutaj. Głosowanie trwa do 10 lutego.

środa, 28 stycznia 2015

Nie te kalosze

Jeśli dopiero rozpoczynasz przygodę z minimalizmem, możesz być sfrustrowana/-y trafiając na książki lub blogi pisane z perspektywy, która wydaje się odległa jak z Warszawy do Honolulu. Nie każdy może pozwolić sobie na sprzedanie całego dobytku, odcięcie starych więzów i podróż dookoła świata z bagażem podręcznym. Mamy różne zobowiązania, partnerów, rodziny, czasem zwierzęta domowe, ogródek, o który trzeba dbać. Albo taki rodzaj zajęć zawodowych, które nie pozwalają na mobilność. Są sprawy, które można odciąć bezboleśnie i takie, których wolimy - może tylko na razie - nie ruszać.

Rada jest prosta. Nie frustruj się, nie porównuj. Rozejrzyj się za podobnymi do siebie, żyjącymi w zbliżonych warunkach. Znajdź to, co najbardziej do Ciebie trafia. Na szczęście minimalizm niejedno ma imię!

niedziela, 25 stycznia 2015

Wspólne porządkowanie biblioteczki - patent Sahiba

W tym roku wyjątkowo wcześnie, bo już w styczniu, zaczęliśmy wiosenne porządki. Może to zasługa prawdziwie wiosennej zimy, jaką mamy w tym roku. W każdym razie, choć z roku na rok mieszkanie się przeluźnia, choć nie ma już zalegających stert rzeczy, choć prawie nie kupujemy artykułów przemysłowych - to i tak znajdujemy ciągle różne nieprzydatne przedmioty, które można komuś oddać albo spieniężyć.

Tym razem zdradzę Wam prostą, szybką i skuteczną metodę przeglądu biblioteczki. Wymyślił ją ostatnio Sahib. Konieczne jest, by wszyscy właściciele biblioteczki lub domownicy (w tym wypadku jest nas dwoje) zebrali się razem. Warto też nadać całemu procesowi odpowiednie tempo, gdyż zbyt długie dywagacje powodują małą skuteczność i zniechęcają. Nie chodzi o to, by przeglądać każdy tom!

czwartek, 22 stycznia 2015

Pamiątki - studium przypadku

We wszystkich zbiorach tekstów o minimalizmie, czy będą to książki, artykuły czy blogi, poczesne miejsce zajmuje temat radzenia sobie z różnego rodzaju pamiątkami. Autorzy radzą – bywa, że dość ogólnikowo – jak analizować tego rodzaju przedmioty, jak obserwować związane z nimi emocje, kiedy odpuszczać, a kiedy pozbywać się ich bez mrugnięcia okiem.

Nie przepadam za teorią i ogólnikami, wolę praktykę. Dlatego postanowiłam opisać na żywym przykładzie, jak taki proces może wyglądać. Dodam, że jest to zagadnienie aktualne, tj. jego przedmiot ciągle leży przede mną na biurku. Przedmiot może niezbyt intymny lub istotny, jednak w tym wpisie celowo skupię się na różnych doznaniach, które generuje. (W praktyce, gdy ma się dobry „flow” w minimalizowaniu, tego rodzaju mniej ważne przedmioty znikają szybko i prawie niezauważone.)

Zróbmy małe ćwiczenie umysłowe.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Urodzeni minimaliści?

Są tacy ludzie - na pewno sami takich znacie - którzy skłonność do minimalizmu i poprzestawania na małym mają we krwi. Na podobnych bohaterów można trafić w literaturze pięknej albo w filmach. Obecnie są oni dla mnie nieustanną inspiracją, choć nie zawsze tak było. Dawniej takie osoby uważałam za dziwaków, dziś za bratnie dusze.

wtorek, 6 stycznia 2015

Między abnegacją a życiem na pokaz

Pod poprzednim wpisem zatytułowanym "Pokusy" pojawił się bardzo ciekawy i obszerny komentarz Lilybeth, do którego chciałabym się odnieść. Lilybeth pisze o obawach przed abnegacją, innymi słowy zapuszczeniem się w taką odnogę minimalizmu, która - w moim odczuciu - ma więcej wspólnego ze sknerstwem, fałszywie rozumianą oszczędnością, a także ze zwykłym niedbalstwem niż z dobrą jakością życia i prostotą, z którymi chciałabym utożsamiać minimalizm.

Gdzie przebiega granica między tym, co niezbędne, a tym, co przyjemne? Czy można jednoznacznie negatywnie oceniać wszystkie zachcianki, pokusy, szalone nabytki?

środa, 24 grudnia 2014

Pokusy

Nadtłukłam ostatnio ulubiony kubek. Strata niezbyt wielka, bo ulubione kubki mam dwa (to naprawdę niewiele, gdy w ciągu dnia wypija się co najmniej kilka herbat i do tego liściastych). W każdym razie trochę szkoda, bo kubek był prezentem od osoby, którą bardzo lubię.

Tymczasem na blogu pewnej artystki, na który od czasu do czasu zaglądam, pojawił się wpis o pięknych kubkach, która właśnie nabyła... Wpis nie noszący znamion reklamy - czyli niezwykle wiarygodny, prawda? ;)

Pokusa pojawiła się szybko. Kubki takie ładne, a mój nadtłuczony. Usprawiedliwienie zatem jest. Ale kupić - nawet przez internet, to jednak zarejestrować się, wybrać wzory, przeklikać ileś tam stron, no i na koniec wydać pieniądze (nie były tanie).

Bardzo zabawnie było obserwować tę paradę własnych emocji, które powstały przy tej okazji. To „ślinienie” się do ładnej rzeczy, wahanie, odgłosy rozsądku, w końcu śmiech z samej siebie.

Nic nie kupiłam, herbatę nadal wypijam litrami. Sama nie wiem, czy chciałabym mniej pokus czy więcej rozsądku w konsumpcji. Można odciąć się przecież od internetu albo reklam (da się), można nie chodzić do sklepów, ale w sumie w patrzeniu nie ma nic złego. Ba, nawet miło czasem popatrzeć na ładne rzeczy, bywa to też inspirujące. Popatrzeć, nie kupować. Odsuwać w czasie większe zakupy - to prawie zawsze działa, gorzej z drobiazgami.

Co o tym myślicie? Jak sobie radzicie z pokusami?


wtorek, 2 września 2014

Wakacje w studenckiej chatce


Czy wiele potrzeba, by poczuć się wolnym i swobodnym? Wręcz przeciwnie – im mniej, tym lepiej. :)

Przekonałam się o tym kolejny raz. Nie miałam w tym roku perspektywy na jakąś dalszą wakacyjną wyprawę. Pod wpływem impulsu zgłosiłam się więc do zostania „chatkową” w bazie studenckiej SKPB Warszawa w Teodorówce, koło Dukli, na skraju Beskidu Niskiego.