Strony

wtorek, 12 kwietnia 2016

Jak nie marnować

Wiosna to znakomity czas na podjęcie porządków. Nie tylko w domu - można posprzątać też w głowie. Jednak dziś wpis o tych bardziej przyziemnych, domowych porządkach.

Ci, którzy mieli w ręku książki Marie Kondo lub Dominique Loreau często oburzają się na przewijający się w nich pomysł, by różne rzeczy wyrzucać. Wyrzucać to, co nie daje nam radości (Kondo), wyrzucać to, co możemy zastąpić czymś mniejszym, lżejszym, ładniejszym (Loreau). Wyrzucać, wyrzucać, wyrzucać. To słówko jednak budzi nasz opór. I słusznie! Od dziecka wpajano nam oszczędność i gospodarność, czasem też ekologiczne podejście i odpowiedzialność za przedmioty.

wtorek, 8 marca 2016

Sekrety długowieczności wg mojej Babci

Moja Babcia skończy w tym roku 93 lata. Za każdym razem, kiedy ją odwiedzamy, nie może się nadziwić, że żyje już tak długo i że przeżyła Dziadka. Choć fizyczne zdrowie nie zawsze jej dopisuje, jest pozytywnie nastawiona, ma otwarty umysł i można z nią podyskutować prawie o wszystkim.

Pewnego razu zapytaliśmy Babcię o sekret długowieczności. Myślę, że to dobry temat z okazji dzisiejszego Dnia Kobiet.

Sekrety długowieczności wg mojej Babci są aż trzy:

1. Nie przejadać się.
2. Nie zamartwiać się, myśleć pozytywnie.
3. Dbać o swój wygląd i otoczenie, by dobrze się w nim czuć.

Czytelniczkom bloga życzę zarówno długiego, jak i dobrego życia. W końcu nie tylko ilość, ale i jakość się liczy. :)

poniedziałek, 29 lutego 2016

Minimaliści mówią ludzkim głosem

W grudniu 2015 roku ukazała się druga książka Ani Mularczyk-Meyer na temat minimalizmu. „Minimalizm dla zaawansowanych” – obiecujący tytuł, uzupełnienie i rozwinięcie wcześniejszego „Minimalizmu po polsku”. Książkę dostałam od Ani w grudniu i dosłownie połknęłam w jeden wieczór.

Zanim przejdę do zachwytów dotyczących książki, mała dygresja. W ostatnim czasie temat minimalizmu przeniknął do mainstreamu, pojawił się w wielu mediach drukowanych, elektronicznych, w radiu i telewizji. Przekaz nie zawsze był wyczerpujący i rzetelny, często bazował na stereotypach (takich jak nieszczęsne „100 rzeczy”). Cóż, taka praca dziennikarzy lajfstajlowych – zrobić z dowolnego tematu – Temat, zapewnić klikalność, oglądalność i przepływ kasy z reklam. Szczegóły są w tym momencie mało istotne, ważne żeby wypełnić narrację, która zrodziła się w dziennikarskim umyśle.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Poza świątecznym labiryntem

Świąteczny amok w pełni. W sklepach nawet przed południem kłębią się tłumy. Ze straganów straszą świecące paskudztwa. Kiedy słyszę biadanie znajomego czterdziestolatka, który jak co roku nie ma pojęcia, co kupić rodzicom „pod choinkę”, zastanawiam się nad wypaczonymi sensami świętowania, które przyniosła nam cywilizacja dobrobytu.

Gdybym miała określić najważniejsze zmiany, które dało mi poznanie minimalizmu i idei prostego życia, wcale nie byłby to większy porządek w domu albo ilość wolnego czasu. To też, oczywiście. Jednak wydaje mi się, że te najgłębsze zmiany to zmiany mentalne - większa znajomość samej siebie, asertywność, życie po swojemu.

wtorek, 27 października 2015

Sto pudełek patyczków do uszu

W poprzednim wpisie zrelacjonowałam swoje doświadczenie podczas pomocy w porządkowaniu poremontowych pudełek u koleżanki. Pojawiła się w nim refleksja o tym, że nie każdy dąży do analizowania i optymalizowania swojego stanu posiadania.

Bohaterka tamtego tekstu jest tego znakomitym przykładem. To osoba, która ma świetną, ale wymagającą pracę. Realizuje się w niej, dobrze zarabia. Wolny czas woli poświęcać rodzinie i na różne hobby niż na robienie porządków (nie mówiąc o liczeniu posiadanych talerzy albo podkoszulków). Jest to pewien model życia, w którym funkcjonuje część ludzi. Coś takiego jak „minimalizm” odbierają niczym jedną z tych modnych ciekawostek, jak paleodieta, feng-shui albo urynoterapia.

środa, 21 października 2015

Patrząc z boku

„Niepodobna było tego dnia wyjść na spacer”, mogłaby napisać romantyczna autorka o ostatniej niedzieli. Zabrałyśmy się zatem z koleżanką za niezbyt romantyczne rozprawienie się z jej poremontowymi pudłami. Nie było ich wiele, właściwie końcówka. Cóż za gratka dla piszącej o minimalizmie blogerki (można przecież przypuszczać, że na koniec zostały pudła z jakiś powodów najtrudniejsze).

Zdarza mi się asystować przy porządkach albo przeprowadzkach znajomych. Lubię to - i odbieram za każdym razem jako bardzo ciekawe i ożywcze doświadczenie.

środa, 14 października 2015

Pochwała koszyka

Pasowałoby może do bycia minimalistą być całkowicie obojętnym na uroki przedmiotów. Nie tyle mieć je w pogardzie, lecz dostrzegać tylko i wyłącznie ich utylitaryzm. Byłabym jednak hipokrytką, gdybym się pod takimi hasłami bezkrytycznie podpisała.

Rzeczy towarzyszą nam od rana do wieczora. Wzuwamy kapcie, pijemy z kubka, czeszemy się szczotką (chyba że ogoliliśmy się na zero jak Leo Babauta), siadamy na krześle. Codziennie przez nasze ręce przechodzi kilkadziesiąt przedmiotów. Jedne bardziej, inne mniej osobiste. Ładne i brzydkie, trwałe i nietrwałe, funkcjonalne, a może czasem buble. Te najchętniej używane z upływem czasu stają się prawdziwymi przyjaciółmi, sprzymierzeńcami zwłaszcza w chwilach życiowego zamętu. Może najlepsze to właśnie te, których nawet nie dostrzegamy, tak sprawnie i bezwysiłkowo nam służą?

środa, 30 września 2015

Zabawa w kasztany

Gra sezonowa, liczba uczestników, miejsce, czas - dowolne. Emocje gwarantowane.

Zbieramy odpowiedni zapas kasztanów, a następnie dyskretnie podkładamy je partnerom, domownikom, dzieciom, współpracownikom, klientom - do torby, drugiego śniadania, ważnego raportu, schowka w samochodzie, świeżo włożonych do szafy i zwiniętych w kulki skarpetek (efekt murowany!), kieszeni kurtki, na biurko, do szuflady, pod poduszkę, do butów i tak dalej. Oczywiście, gdy ktoś zapyta „a skąd tu ten kasztan?” przybieramy niewinną minę i cicho pogwizdujemy patrząc w niebo.

Następnie czekamy na rewanż.

Przyjemnej zabawy życzy Tofalaria!

sobota, 26 września 2015

Podróż do granic muzyki

Jesienny powrót na bloga zaczynam od tematyki muzyczno-kulturalnej.

Słuchanie muzyki na żywo jest dla mnie jedną z największych przyjemności. Mogę odsłuchać tego samego nagrania dziesięć razy (najlepiej pod rząd, ale tylko, gdy Sahiba nie ma w domu), ale ten jeden raz na żywo zrobi na mnie o wiele większe wrażenie i na długo zapadnie w pamięć. Poza tym uwielbiam przyglądać się grającym muzykom, nieważne czy to klasyczny pianista, jazzman grający na klarnecie czy karnatycki wirtuoz tabli.

czwartek, 18 czerwca 2015

Ile jeża w jeżu?

Miałam ostatnio wielką przyjemność spotkać jeża  - ale nie na osiedlowych uliczkach albo  - co gorsza  - rozjechanego na szosie, ale w bardziej naturalnym dla niego środowisku. Zarośla, krzaki, sterty chrustu, płytki rów... Skradałam się za nim przez około pół godziny. Choć był jeszcze jasny wieczór, nie widział mnie (jeże, jak inne nocne zwierzęta, mają słaby wzrok), a w każdym razie nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Szeleściły gałęzie i mogłam cichutko za nim podążać. Dopiero gdy zmienił się kierunek wiatru, zwierzątko mnie poczuło. Zaniepokojone podniosło pyszczek, intensywnie węsząc, a następnie lekko nastroszyło kolce, przypadło do ziemi i znieruchomiało. Oczywiście wtedy ostrożnie się wycofałam, nie chcąc zakłócać jego zbieracko-łowieckiego spaceru.