Strony

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Umiejętności

Wczoraj w nocy skończyłam pasjonującą lekturę – „Człowiek, który wspina się na drzewa” Jamesa Aldreda. Autor jest arborystą, pracującym m.in. przy kręceniu filmów przyrodniczych w koronach drzew dla stacji BBC. W książce opisuje przygody przeżyte w różnych zakątkach świata.

Najbardziej poruszyła mnie opowieść o papuaskim plemieniu Korowajów, które żyje w nadrzewnych chatkach, nawet 30 metrów nad ziemią. Sam autor wypowiada się o nich z niekłamanym podziwem.
Klan, który miał okazję podziwiać i filmować podczas pracy posiadał tylko dwa metalowe przedmioty – maczetę i siekierę. Poza tym tylko narzędzia kamienne i drewniane oraz obfitość materiału budowlanego, który daje las równikowy. Z pni, gałęzi, rattanu, kory, liści itd. w ciągu kilku dni, przy użyciu pozornie prymitywnych technik i narzędzi, zbudowali na jego oczach mieszkalny dom dla całego licznego klanu – i to dom nie byle jaki, bo zawieszony wysoko nad ziemią.

Pomyślałam sobie w tym momencie, jakie to cholernie smutne, że nasza zachodnia cywilizacja powoli traci umiejętności. Nie tylko te służące przetrwaniu, ale też te najzwyklejsze, jak szycie albo naprawa mebli. Umiejętności zostają zawłaszczone przez profesjonalistów i bardzo się komercjalizują. By móc się z nich utrzymać, na wiele z nich potrzebny jest papier. Zanika przekaz z pokolenia na pokolenie. Całkiem nieźle, jeśli ktoś w domu nauczy się chociaż gotować albo robić przetwory. Dzieci w szkole uczą się informatyki i klikania, a nie potrafią przyszyć guzika.

Światełko w tunelu? Ten sam internet, wciągające wirtualne światy, potrafi być skarbnicą umiejętności. Za darmo można oglądać tysiące filmów instruktażowych jak zrobić to czy owo. Ostatnio spotkaliśmy się w kameralnym, ale międzynarodowym gronie. Była wśród nas dziewczyna z Estonii, która haftuje i dzierga oraz jej mąż – Niemiec – budowniczy małych elektrowni wiatrowych. Dwaj koledzy z Polski – jeden wykonuje przepiękne przedmioty ze skóry (internetowy samouk!). Drugi, artysta fotografik i przyrodnik, remontuje stuletnią drewnianą chatę i chyba łatwiej wymienić, czego nie umie zrobić. A w niedalekiej przyszłości zamierza produkować łuki. Jego żona robi przepiękne batiki. Ja sama zajmuję się paroma technikami, głównie tekstylnymi, ale robię też małe narzędzia z drewna. Rozmawialiśmy z zapałem o naszych hobby, pokazując sobie różne zdjęcia i linki. Może nie jest tak źle?

Człowiek ma wrodzoną potrzebę obcowania z materią, odciskania na niej twórczego piętna. Myślę, że z tego powodu wiele osób chciałoby coś robić – tymczasem grzęzną w braku pewności siebie, gnuśności, obawach, perfekcjonizmie itd. Wydaje im się, że bez doktoratu (albo chociaż kursu) w danej dziedzinie i kompletu profesjonalnych narzędzi, to w ogóle nie warto zaczynać! Oczywiście są dziedziny bardziej wymagające, ale są i takie, które zacząć można z marszu – wykorzystując to, co pod ręką.



Zresztą ten sam internet pozwala łatwo dotrzeć do ludzi o podobnych pasjach. Kontakt na żywo jest nieoceniony, daje motywacyjnego kopa i ogromne wsparcie merytoryczne. Sama doświadczam tego na kameralnych, lokalnych spotkaniach dziewiarskich, na których bywam od zeszłej jesieni.

Przedmioty, które podziwiamy w muzeach, często tworzyli ludzie niewykształceni, używający najprostszych materiałów i narzędzi. Nie oglądali się na poklask, robili to dla siebie, z wewnętrznej potrzeby piękna lub z życiowej konieczności. Bardzo zachęcam do przełamania się – nie trzeba być mistrzem świata, by czerpać ogromną radość z rękodzieła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Ze względu na intensywne ataki spamerskie komentarze tylko z kont Google. Przepraszam za utrudnienia.