Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lutego 2014

Wracam!

"For several days no news!
What thay have going on there?" 

(Patrz obrazek. Jak no news, to pewnie siedzą w kącie i coś dłubią. ;) )

Hej, hej, hej, hej!!!

Witajcie na nowo - po blogowej przerwie, którą sobie zrobiłam, w sumie spontanicznie, jak to ja - bez zapowiedzi ani przeprosin. :)

sobota, 31 grudnia 2011

Między bezami a panettone


Niezależnie od tego, czy spędzacie Sylwestra w wannie, na balu, przed telewizorem ;) czy przy ognisku w lesie (tak jak my), życzę Wam świetnej zabawy w dobrym towarzystwie!
A w Nowym Roku dużo zdrowia, śmiechu i nieprzypalonych ciast.

piątek, 22 lipca 2011

Nie różowa, acz prawdziwa natura Tofalarii

Po chwilowej przerwie wracam do świata wirtualnego, również blogowego, choć nie wiem na jak długo, bo szykują się kolejne wojaże. Tym milej tu wrócić, że mój zaniedbany blog otrzymał drugie w swojej historii wyróżnienie. Tym razem od minimaLenki, autorki bloga o powrocie do minimalizmu. Dziękuję!

Nie jestem fanką łańcuszków, więc zastosuję się już tradycyjnie, tylko do najprzyjemniejszej części zabawy, czyli pisania o sobie ;) Powinnam wyróżnić 16 (!?) kolejnych blogów - również tradycyjnie odeślę zainteresowanych do listy z prawej strony. Znajdziecie tam mnóstwo poczytnych blogów, a wkrótce listę wzbogacę o inne, na które regularnie zaglądam. Wyróżnień jako takich w świat dalej nie posyłam.

Podczas ostatniej takiej zabawy zdradziłam 7 rzeczy, które lubię. Tym razem druga strona medalu - rzeczy, których nie lubię, nie cierpię, czy wręcz nie znoszę. Taka lista wydaje mi się dużo lepszym odzwierciedleniem mojej, bynajmniej nie różowej, natury.

piątek, 11 marca 2011

777 ulubionych rzeczy...

Kilka dni temu otrzymałam pierwsze w historii bloga wyróżnienie. Przyznała mi je Ajka-Minimalistka, autorka świetnego i zasłużenie popularnego bloga o minimalizmie.

Z jednej strony tego rodzaju wyróżnienie mile łaskocze ego. Ktoś czytuje moje wpisy "o wszystkim", ktoś komentuje, a więc warto pisać, dzieląc się swoimi odkryciami i refleksjami. Z drugiej strony motywuje do rozwijania bloga, z którym bywa różnie. Raz mam pomysły na wpisy, ale nie mam czasu, innym razem odwrotnie. Z trzeciej strony (mam nadzieję, Ajko, że się nie pogniewasz!), postanowiłam zatrzymać rozpędzoną machinę łańcuszkową, nie przekazując wyróżnienia dalej. Z czystym sumieniem, bo większość wyróżnionych posłała je dalej w świat ;)

Już tłumaczę swoje motywy. Nie przepadam za łańcuszkami. Mailowe, fejsbukowe itd. ucinam od razu, szkoda mi na nie czasu. Tu sytuacja jest inna - powinnam wyróżnić 7 kolejnych blogów. I jestem w kropce, bo czytuję regularnie więcej blogów i o różnej tematyce. Odsyłam Was zatem, drodzy Czytelnicy, do listy czytywanych przeze mnie blogów, którą znajdziecie z prawej strony, na dole. Są tam blogi o minimalizmie, o rozwoju osobistym, o sporcie i przygodzie, a nawet o robótkach. Może znajdziecie coś, co Was zainteresuje. Chciałabym zwrócić Waszą uwagę na jeden niezwykły blog "Żyć w ciekawych czasach". Niezwykły dlatego, że jego autorka, pani Ewa, zaczęła blogować mając 80 lat. Zajrzyjcie koniecznie!

Na koniec ostatni punkt blogowej zabawy. Co lubię? Takich rzeczy jest dużo więcej niż 7. Około 777 wymieniłabym z głowy, ale czy byłoby to minimalistyczne? :) Pozostanę więc przy zadanej siódemce. (Na marginesie - jako czarny charakter uważam, że dużo lepiej człowieka charakteryzuje to, czego nie lubi, ale to już drobna uwaga dla twórców takich zabaw).

Lubię:
1. Ludzi, którzy nie obrażają się z byle powodu.
2. Śmiać się, najlepiej wspólnie z Sahibem wpaść w głupawkę :)
3. Rower, od strony sportowej i wyprawowej.
4. Cykorię, szpinak i temu podobne zielsko.
5. Śnieg i zimę.
6. Wielkie przestrzenie, góry, tundrę i północny klimat.
7. Palić ogniska.
7. Oglądać gwiazdy przez lornetkę (jeśli nigdy tego nie robiliście, to koniecznie spróbujcie!).

piątek, 9 kwietnia 2010

Dodo, wodniczka i gamonie

Pamiętacie ptaka dodo? Nie chodzi o żadnego bohatera kreskówki, tylko o dużego nielota, który w dawnych, cudownych czasach mieszkał sobie na Mauritiusie. W XVII wieku dodo podzielił los naszego europejskiego tura - pozostało po nim tylko kilka szkieletów i opowieści. A co to ma wspólnego z wodniczką i co to w ogóle takiego - wodniczka?

Pierwsze skojarzenie być może prowadzi Was w stronę pierwotniaków i ich wodniczek tętniących, trawiących i robiących inne dobre rzeczy. Chodziło mi jednak o coś innego. Bo wodniczka to także mały ptaszek, który żyje sobie na torfowiskach. Nieliczny i coraz rzadszy, w miarę jak kurczy się teren, na którym może sobie mieszkać w spokoju. Za jakiś czas po wodniczce może zostać tylko szkielecik, a w spisie gatunków będziemy koło jej nazwy stawiać krzyżyk.

Dlaczego piszę o wodniczce akurat dziś?

Wczoraj po długich bojach przy wsparciu dzielnego kalkulatora udało mi się rozliczyć nareszcie PIT-y. Na sam dźwięk tego słowa wielu z Was na pewno cierpnie skóra i nie chcecie czytać dalej. Bo dalej będzie trochę strasznie. Ale też trochę optymistycznie. Niestety, wiosna to kwiecień, kwiecień to podatki, podatki to PIT-y, a skoro PIT-y, to kataklizm w urzędach i na poczcie, niczym najazd mrówek faraona. Jedyny pozytywny aspekt rozliczania PIT-a, poza tym, że robimy to wiosną, to zabranie sprzed nosa fiskusowi 1% swoich podatków. Rok temu dziesiąt złotych, które wypadły nam w odpowiedniej rubryczce, przekazaliśmy z Sahibem właśnie na wykupienie gruntów pod rezerwaty wodniczki nad Biebrzą.

Viva la wiosna! Viva la wodniczka!

Jakie było moje zdziwienie, gdy po przeprowadzeniu spontanicznej ankiety wśród znajomych odkryłam, że wielu z nich rezygnuje z tego, żeby jednym kiwnięciem palca przekazać te parę złotych na wybraną OPP, czyli Organizację Pożytku Publicznego. Jeśli ktoś mówi, że „nie ma na to czasu" to uważam go za zwykłego lenia, barana i gamonia. Albo naiwniaka, który myśli, że państwo lepiej spożytkuje te pieniądze i żyć będziemy w kraju mlekiem i miodem płynącym. Nie będziemy!

Żeby wytrącić leniom ostatni argument z ręki, od bodajże dwóch lat wspaniali pitspece ułatwili nam zadnie. Nie musimy robić żadnych przelewów, bo wystarczy tylko wypełnić dwie, słownie: dwie, rubryczki - w jednej wpisujemy nazwę, w drugiej numer KRS wybranej organizacji. Zajmuje to łącznie tyle, co policzenie do dziesięciu, nawet jeśli nazwa jest długa. Całą resztę, czyli przelew, robi za nas urząd! I żeby było jasne - to są pieniądze, którymi możemy dysponować tylko na dwa sposoby: OPP lub fiskus. To nie są pieniądze, które możemy w inny sposób odzyskać.

Czy agituję za ptakami? Nie.

Niech każdy sobie znajdzie, co mu w duszy gra - macie do wyboru prawie 8 tysięcy organizacji, którym możecie przekazać swoje pieniądze. Możecie ulec reklamom, w końcu banery na temat 1% atakują nas już od początku roku. Albo możecie poszukać sobie czegoś, co Wam najbardziej pasuje ideologicznie, listę znajdziecie tutaj.

Macie do wyboru niepełnosprawnych, chore dzieci, strażaków, górników, abstynentów, artystów, piłkarzy, karateków, wędkarzy, foki, ptaki, bezdomne psy i inne zwierzęta. Jak ktoś jest bardzo leniwy, to niech wyjrzy za okno, czy gdzieś tam jakiś baner nie wisi w zasięgu wzroku. Lepsze to niż nic.

Dla wielu organizacji ten 1% to być albo nie być. A jeśli z tej możliwości nie korzystamy, to tak, jakby w domu kapało nam z cieknącego kranu w bezdenną, nienasyconą paszczę fiskusa. Kap, kap, kap...

Czego Wam nie życzę, amen.

ps. Memento na fotce - drewniana figurka dodo, została przywieziona z Madagaskaru przez znajomych, Basię i Michała - leśników i ornitologów.

środa, 13 stycznia 2010

Bez półśrodków

Kilka nowych porzekadeł:

"Masz mrówki w domu - spal dom"
"Nie możesz znaleźć punktu - podrzyj mapę"
"Nie mieścisz się w limitach - wyrzuć zegarek"
"Twój znajomy nie chce Cię odwiedzić - zabierz mu klucze do domu"
"Śnieg zasypał Twoją miejscowość - zostań Yeti"
"Pociąg stoi w polu - wykolej go"
"Nie możesz otworzyć słoika - rozbij go"

czwartek, 31 grudnia 2009

piątek, 18 grudnia 2009

Zimowy Konkurs - rozstrzygnięty!

Konkurs okazał się trudny - to chyba dobrze, bo kto chciałby jakieś audio-tele? Znalazła się jednak ósemka wspaniałych, którym udało się odgadnąć, niektórym nawet bez słów pomocniczych. Dziękuję wszystkim, którzy odważyli się spróbować! Nie jest to ani donica z odpływami; ani świecznik; ani forma do odlewania podków; ani narzędzie do podkuwania fok; ani guzik, ani nocnik; ani podkowa; ani pułapka na wilki; ani żarna; ani maselnica; ani czajnik, na którym stanął koń; ani coś, co się przyczepia koniowi do nogi, jak ma jedną krótszą; ani "cykato do bambuko" (?); nie jest to również pokrywka do grenlandzkiego naczynia do przechowywania afrodyzjaków...

Oto podpowiedzi:
...Na wprost niego wznosiła się olbrzymia, wyciosana z jednego kawałka drewna rakieta kosmiczna...
...Co może być lepszego niż zapach cynamonowego ciasta, gdy za oknem szaleje śnieżna zawieja?...
...niezależnie od tego, jak błyszczącą miał zbroję i jak bogaty rząd konia...


Tak, tak! Rakieta śnieżna dla konia - to prawidłowa odpowiedź. Już słyszę jak mówicie "ale to było proste!" Uznałam też odpowiedź Pawła, który co prawda bardzo bał się użyć słowa "rakieta", ale bezbłędnie odgadł przeznaczenie przedmiotu. A teraz losowanko... Komu dziś szczęście sprzyja - losuje sierotka-Sahib. Kuerti - gratulacje!




Jeszcze kilka ciekawych zdjęć dawnych rakiet śnieżnych dla koni i "człowieków" ;) Zdjęcia zostały zrobione z muzeum w Umea, w Szwecji, a ich autorem jest Lis Sahib. Może kogoś zainspirują przed zawodami na Turbaczu? Aby zaostrzyć Waszą ciekawość, już teraz zdradzę, że zdobyłam bardzo ciekawy przedmiot, który będzie tematem konkursu na wiosnę.

czwartek, 17 grudnia 2009

Jak w Narni

Nareszcie! Prawdziwa zima, śnieg i bałwany zawitały na ulicę Zimową! Bieganie po zaspach przypomniało mi, jak fajnie się zimą napiera. Na razie się cieszę, choć pewnie w najbliższą sobotę będę miała okazję zmienić zdanie... Trzymajcie kciuki! A tymczasem? Już za 24 godziny, w czwartek o północy zakończenie konkursu i losowanie nagrody - wciąż jeszcze macie szansę na wygraną. Odpowiedzi - i te śmieszne, i te właściwe przesyłajcie mailem.

czwartek, 3 grudnia 2009

Zimowy Konkurs Tofalarii

Coraz mroźniejsze poranki przypominają o tym, że już za chwileczkę, już za momencik, sypnie śniegiem, na rynnach zawisną gigantyczne sople, rolki zamienimy na łyżwy, a rower na biegówki. I będzie choinka, i takie tam różne: podarki, spotkania i obżeranie się barszczem z uszkami (jedyna potrawa, na którą czekam naprawdę cały rok!). Żeby umilić to czekanie, pojawiły się tu i ówdzie rozmaite świąteczne konkursy (i pewnie to jeszcze nie koniec konkursów). To i ja mam dla Was skromny konkursik.

Pytanie jest proste: co to jest?


Na odpowiedzi przesłane na krolisek (małpa) gmail.com czekam do 17 grudnia, któren to dzień wypada we czwartek, równo za dwa tygodnie. Spośród poprawnych odpowiedzi komisyjnie wyłonimy zwycięzcę drogą losowania. Fundatorem (co za ładne słowo!) nagrody jest Lisek vel Sahib, a nagrodą jest kubeczek termiczny z logo stacji polarnej Arctowski, a więc prosto z Krainy Śniegu - z Siódmego Kontynentu!

piątek, 30 października 2009

Kolorowe dni

Kolory zawsze były dla mnie czymś ogromnie ważnym, zdolnym wzbudzać różne odczucia, wprawiać w nastroje. Działało to również w drugą stronę - liczby, litery, słowa, kraje, ludzie, piosenki - zamieniały się w mojej głowie w kolorowe obrazy. Także pojęciom abstrakcyjnym - lub tym, które nie mają fizycznej postaci - przypisywałam barwy. Troszkę z racji zainteresowań, które po części przełożyły się na zawodowe zajęcia, mam z kolorami do czynienia na co dzień, muszę rozróżniać sporo ich odcieni, nasyceń, jasności. Mimo to nie sądzę, by kiedyś miały mi się znudzić.

Podzielę się z Wami bardzo subiektywnym odczuciem, jakim są dla mnie kolory, z którymi kojarzą się dni tygodnia. Już kiedy byłam dzieckiem, każdy dzień miał swój kolor. Może było to związane z kolorowym planem lekcji, który wisiał nad biurkiem. Żałuję, że nigdy tego nie zapisałam, podejrzewam, że lista byłaby inna niż dziś i na pewno zmieniałaby się z czasem.

Moje typy:

Poniedziałek - biały. Pewnie dlatego, że to dzień nowych możliwości, zaczyna się tydzień, carte blanche.
Wtorek - pomarańczowy. Tydzień nabiera rozpędu i pojawia się mnóstwo pomysłów.
Środa - niebiesko-fioletowa. To kolor twórczego, abstrakcyjnego skupienia, realizacji czegoś nieuchwytnego.
Czwartek - czerwony. To mocny dzień, środek tygodnia (ale tak jakby koniec poważnej pracy), mam jednak wrażenie, że nieprzypadkowo oba słowa zaczynają się na "cz".
Piątek - zielony, groszkowy. Koniec pracy, więc to najweselszy kolor. Wszystko musi się udać!
Sobota - żółta. To chyba jedyny dzień, kiedy zimą mam szansę zobaczyć w domu słońce, stąd pewnie to skojarzenie.
Niedziela - zielona, oliwkowa. Nie wiem czemu, ale na pewno jest taka, choć czasem zdarza się taka bardziej buraczkowa...

Za oknem szara jesień, więc zapraszam do zabawy. Ciekawa jestem, jak wygląda Wasz tydzień?