Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą coś na ząb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą coś na ząb. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 maja 2016

Kambodżańskie świeże rolki - prosta przekąska

Czy wiecie, że w Polsce jest tylko jeden bar z kuchnią kambodżańską? I to właśnie w naszej okolicy! Serwowane tam fresh rolls (krokieciki ze świeżymi warzywami) to wspaniała wiosenna potrawa. Idealna przekąska podczas pracy, gdy niewiele czasu na przygotowanie czegoś prostego i sycącego.

Dla wszystkich tych, którzy do Piaseczna mają daleko, podaję odtworzony przeze mnie, przybliżony przepis. A jak będziecie w okolicy, zajrzyjcie koniecznie. Warto!

piątek, 23 maja 2014

Nowy blog - o kiszonkach

W sposób niezbyt minimalistyczny ;) wypączkował mój nowy blog - za wielką namową Sahiba, za co jestem mu niezwykle wdzięczna (w ten upał!). Tematyka niszowa - o kiszonkach, a konkretnie o kiszeniu rozmaitych warzyw. Nie obiecuję bardzo częstych aktualizacji, raczej będzie to katalog naszych różnych kiszonkowych i okołokiszonkowych doświadczeń, tj. przepisy na same kiszonki i na potrawy, których są niezbędnym składnikiem. Być może z czasem pojawią się tematy dotyczące slow food - kiszonki to świetny symbol tego typu podejścia do żywności.

Zapraszam: Kiszonki Tofalarii


piątek, 18 kwietnia 2014

Gryka rządzi

 ... czyli przepis na ciasto gryczane na miodzie. 

W ostatnim czasie robiłam je kilkanaście razy, eksperymentując z dodatkami i proporcjami. Ani razu nie wyszedł zakalec. Ciasto jest lekkie, biszkoptowe. Nie zawiera w ogóle pszenicy, zatem jest przyjazne osobom na diecie bezglutenowej.

Ciasto przygotowuje się błyskawicznie - zwykle czeka gotowe w foremce zanim nagrzeje się piekarnik. Może też być świetną bazą do tortu.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Domowy majonez

Jak jeść lepiej? Żyjemy w czasach, gdy sprzedawane w sklepie produkty wyglądają co prawda ponętnie, ale już sama długa lektura ich składu potrafi doprowadzić do palpitacji serca. Mniej więcej w styczniu tego roku doszłam do wniosku, że żeby lepiej jeść, wystarczy po prostu lepiej kupować.

W końcu jemy to, co wkładamy do koszyka w sklepie. Proste? Pewnie, że tak!

wtorek, 20 sierpnia 2013

Mamałyga po rumuńsku

Miniony tydzień spędziliśmy z Sahibem i znajomymi włócząc się po rumuńskiej Transylwanii. Głównie chodziliśmy po górach, choć zdarzało nam się zajrzeć do miast i wiosek naszpikowanych zabytkami i starodawną architekturą. Przy okazji próbowaliśmy lokalnych dań.

Potrawa, na którą dziś namawiam, jest w Rumunii niebywale popularna. Bardzo prosta do wykonania - czysty minimalizm w kuchni. Przy 30-stopniowych upałach była jak znalazł - lekkostrawna, a zarazem pożywna. Jednocześnie przystępna cenowo (spora porcja kosztowała w przeliczeniu 6-10 zł).

wtorek, 26 lutego 2013

Jaglane babeczki i jaglane murzynki

Ciasto bez mąki? Bezglutenowe, delikatnie słodkie, puszyste, bakaliowe, sycące...? Nigdy nie podejrzewałam, że któregoś dnia napiszę...

 „Gotowanie to przygoda!”

A jednak. Zabieram chętnych na wyprawę po złote runo, albo inaczej - po zdrowe ciastka.

czwartek, 24 stycznia 2013

Prosta zupa cebulowa Sahiba

Moje relacje z cebulą były bardzo burzliwe. W dzieciństwie cebulę darzyłam nienawiścią tak głęboką, że od samego jej widoku robiło mi się źle. Rodzice rzadko dawali się ubłagać i rezygnowali z tego warzywa. Potrafiłam spędzić trzy godziny nad leczo albo zapiekanką, wydziobując z nich widelcem każdy najmniejszy kawałeczek cebuli. W ten sposób właśnie stałam się człowiekiem cierpliwym. ;)

Cebulę nauczyłam się jeść mniej więcej u progu dorosłości - zachęcił mnie kolega, z którym pojechałam w góry. Naprawdę dobrze gotował - i to na ognisku! Powoli przeszłam nawet od etapu „cebuli prawie spalonej” do „cebuli zeszklonej” (do surowej nie doszłam do dziś). Obecnie nie wyobrażam sobie gotowania bez cebuli. Większość zup, duszonych warzyw, zapiekanek zaczynam właśnie od niej.

Kiedy jakiś czas temu zobaczyłam zdjęcie zupy cebulowej, wydała mi się zupą bardzo zimową. Jednak skomplikowane przepisy, wymagające użycia wina, koniaku i zapiekania zupy z grzankami trochę mnie przerosły. Z pomocą pospieszył niezawodny Sahib, dyrektor kreatywny w naszej kuchni. „Zrobię własną wersję!” - zadecydował po męsku.

I zrobił. Ach, ta zupa - istne cudo! Zakochałam się w niej i odtąd jemy ją bez przerwy. Z przyjemnością zamieszczam kolejny przepis opatrzony etykietą „Sahib gotuje”.

środa, 2 stycznia 2013

Piwny piernik mojego Dziadka

Wracając z Sylwestra rowerem przez wioski, widziałam mnóstwo biegaczy, ale tak sobie myślę, że kto ma biegać, to i tak będzie biegał cały rok. Do biegania w takim razie nikogo nie zachęcam. Za to na piernik namawiam z czystym sumieniem, przepis jest błyskawiczny, a smak bajeczny!

Słodki, wytrawny, bogaty, korzenny, ciężki, mroczny, miodowy, a do tego jeszcze - piwny. Taki był piernik, z którym w ręku powitałam Nowy Rok, czy to dobra wróżba? Receptura mojego Dziadka Janka, zatem proszę się częstować.

wtorek, 25 grudnia 2012

Wigilijna wieczerza - dobra inspiracja żywieniowa

Tradycyjne potrawy wigilijne przenoszą nas w czasy, gdy jadano - zwłaszcza na wsi - proste potrawy z sezonowych, lokalnych składników. Wiecie, że ryba wcale nie była obowiązkowym elementem wieczerzy? Rybę trzeba było przeważnie kupić, a na to nie każdy mógł sobie pozwolić.

czwartek, 20 grudnia 2012

Domowe pieczywo chrupkie - otręby na salony

Hm, w okresie przedświątecznym na blogach huczy od przepisów na pierniki, bigos i inne smakołyki. Postanowiłam Was zaskoczyć - oto przepis na niesamowite, naprawdę chrupkie i pyszne domowe pieczywo. Pewnego razu w gronie znajomych siedzieliśmy u koleżanki Moniki, która stosuje różne diety. Siedzimy tak przy stole, tam jakieś ciastka, orzeszki. Nagle Monika wyjmuje z piekarnika bardzo niepozorny wypiek - płaski, brązowy placek. Ale ten zapach...!!!

Placek - ku zaskoczeniu gospodyni - połamany, zniknął w oka mgnieniu. Tak oto otręby wkroczyły na salony. Jak się później okazało, byliśmy szybcy jak gepardy na polowaniu. Ten wypiek miał jej bowiem starczyć na kilka kolejnych dni jako błonnikowy element diety.

czwartek, 29 listopada 2012

Wyjście z prezentowego impasu

Wczoraj bardzo ucieszył mnie telefon od mojej Mamy. Jak co roku Mama organizuje Wigilię. Wyobraźcie sobie, że nareszcie wymyśliła sposób na wyjście z prezentowego impasu!

Przez wiele lat z podarkami pod choinkę bywało u nas różnie. Bywały tanie, bywały drogie. Użytkowe (przeważnie), rzadziej coś służącego tylko ku ozdobie. Ręcznie robione albo kupne (kiedyś umówiliśmy się, że mogą być tylko rzeczy w paski). Czasem galopowała u nas pod drzewkiem straszna konsumpcja. Rzadko spotykamy się na co dzień, nie znamy swoich realnych potrzeb, więc bywały rozczarowania i prezenty, z którymi nie wiadomo, co począć.

wtorek, 25 września 2012

Dynia piżmowa i Hokkaido - nowe dyniowe smaki

O festiwalu Skrzyżowanie Kultur napiszę zbiorczo na koniec. Tymczasem temat kulinarny - nowe odkrycia dyniowe. Nasza gmina - podwarszawska Lesznowola - słynie z uprawy dyń. W ostatnich latach pojawiły się nowe, ciekawe odmiany. Niestety jednocześnie wzrosły ceny. Mimo to jesienią nie mogę powstrzymać się przed degustowaniem nowości, które kuszą kształtem, kolorem i zapachem. Kieruje mną ciekawość przyrodniczego badacza połączona z atawistyczną chęcią zatopienia zębów w ich pomarańczowym miąższu. (Tak, tak, dynia jest pyszna nawet na surowo!)

Bohaterami dzisiejszego wpisu są dwie dynie, zdecydowana arystokracja pośród dyniowej społeczności:



wtorek, 28 sierpnia 2012

Jabłka rządzą

A jakie? A konkretnie to - antonówki. Dobra nowina - mamy jabłkowy rok!

Z tej okazji mamy jabłka w słoikach - z cynamonem, z trawą cytrynową, z dzikimi gruszkami... Jemy ryż z jabłkami, kaszę jaglaną z jabłkami, placki z jabłkami, naleśniki z jabłkami, ciasto z jabłkami, kompot... Własne, darmowe jabłka, które nigdy nie były pryskane, antonówki tak zwane śmietankowe. Uginają się gałęzie, a muszki owocówki mają używanie.

Wikipedia podaje ciekawe informacje o antonówkach - między innymi o rekordowym jabłku, które osiągnęło wagę 886 gramów. Z dzieciństwa pamiętam antonówki-giganty. Oczywiście byłam wtedy mniejsza, więc każde jabłko wydawało się ogromne, ale antonówki były największe w całym sadzie.

Prosty przepis na bardzo fajne, ekspresowe ciasto z jabłkiem. Każde miękkie jabłko się nada, ale antonówka jest najlepsza. :)

wtorek, 10 lipca 2012

Gazpacho - potęga pomidorów

Pierwszy raz zetknęłam się z gazpacho (bardziej na miejscu byłoby napisać - z przepisem na gazpacho) pod koniec lat 80. za sprawą jakiejś książeczki kucharskiej z biblioteki Rodziców.* Autor podkreślał, że o smaku potrawy decyduje dobra oliwa z oliwek... o której w tych czasach nikt u nas nie słyszał, więc zrobienie tego ultraprostego hiszpańskiego chłodnika pozostawało tylko w sferze marzeń, snutych latem w porze upałów. A szkoda - mieliśmy wtedy własne działkowe pomidory!

Pierwszy raz prawdziwe gazpacho jadłam kilka lat później w Andaluzji, do której dotarłam autostopem. Straciło nieco tajemniczości, okazało się, że w wielu miejscach Hiszpanii mają własne pomysły na tę zupę i nie ma jednego, jedynie słusznego przepisu - i bardzo dobrze!

poniedziałek, 2 lipca 2012

Kompot, przeciąg, a może terere?

Mam nadzieję, że mój sposób przedstawienia minimalizmu - jako serii drobnych patentów - jest dla Was ciekawy i przydatny. Choć osobiście uważam teksty bardziej filozoficzne za niezwykle wartościowe i czytam bardzo chętnie, to sama wolę skupić się na przełożeniu ich na codzienne sprawy.

Dziś będzie o tym, jak poradzić sobie z upałem bez technologii typu klimatyzacja.

wtorek, 19 czerwca 2012

Jagody na cztery ręce

Wrzucam bardzo szybkiego posta, między jednym a drugim wyjściem na rower. Jak tam u Was z szybkim czytaniem? ;)

Tanie jedzenie, zwłaszcza z supermarketów, ma już tak złą prasę, że chyba nikogo nie trzeba przekonywać, żeby te najtańsze produkty (zwłaszcza przetworzone) omijać szerokim łukiem. A co powiecie na jedzenie.... za darmo?

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Zupa krem i grissini


Dziś nowe smaki, nowa kulinarna podróż. Częściowo do słonecznej Italii, częściowo - właściwie nie wiadomo dokąd. Być może do krainy młodości, bowiem będzie o zupach kremach, a tego rodzaju zupę (co prawda tylko w jednym rodzaju) gotowała moja Mama. Zupa ta nazywała się przecieranka marchewkowa i była najlepszą zupą w jej wykonaniu.

czwartek, 29 marca 2012

Przednówek - eksperyment żywieniowy

Nie, nie, nie bójcie się - nie będzie o żadnych dietach. Pojęcie „diety” jest mi zupełnie obce! Postanowiłam jednak zrobić pewien eksperyment związany z żywnością - może właściwszym słowem byłoby „badanie”. Otóż w wielu źródłach na temat żywności pojawia się krytyczne stwierdzenie, że współczesny człowiek spożywa mniej gatunków roślin niż jadano dawniej. Pisze o tym między innymi Michael Pollan w książce „W obronie jedzenia. Manifest wszystkożerców”, z którą mogłam się zapoznać dzięki Ajce. Ponieważ takie stwierdzenia bywają manipulacją (w dodatku pisaną z punktu widzenia amerykańskiego rynku), postanowiłam sprawę zbadać sama i przekonać się, ile gatunków roślin jest faktycznie obecnych na moim stole. 20? 50? A może 100?

piątek, 23 marca 2012

Lepsza kasza niż ten groch czyli...

... subiektywny przewodnik po kaszach

Czy Wam też słowo „KASZA” kojarzy się z czymś pierwotnym, słowiańskim, średniowiecznym? Bohaterowie książek fantasy zawsze jadają kaszę, kapustę albo kozi ser. Jak to się stało, że poza kaszą gryczaną i krupnikiem prawie nie ma już kaszy w przydrożnych barach? Bezpłciowy ryż i makaron wyparły kasze, którymi zajadali się nasi pra-pra-pra-pra-dziadkowie.

Ostatnio zaopatruję się w kasze na wagę, w najbliższym warzywniaku. Kobiecina chyba podejrzewa, że karmię kury lub inny drób, bo co kilka dni wpadam z pudełkiem „proszę mi nasypać do pełna”. Większość kasz darzę wielką sympatią i spożywam w dużej ilości. Jak odróżnić głód od łakomstwa? Mówi się, że człowiek głodny zje kaszę, a łakomy kaszy nie tknie. W moim przypadku to nie działa. Potrafię z czystego łakomstwa nałożyć sobie dodatkową miskę kaszy!

czwartek, 22 marca 2012

Jednominutowa pasta z fasoli na 100 sposobów

Dziś zamieszczam przepis-nieprzepis. Z małą dedykacją dla Marty i Olka, którzy są zafascynowani blenderem (właściwie to Olek jest zafascynowany i podobno miksuje wszystko, co znajdzie w lodówce).

Jeśli ktoś lubi fasolę, to ten przepis przypadnie mu do gustu. Robi się go błyskawicznie, za wyjątkiem pierwszego etapu, kiedy trzeba sprawić, by suche ziarno fasoli stało się mięciutkie, czyli po prostu ugotować. Jak gotować fasolę?