"Jak człowiek chce się czegoś pozbyć, to w życiu da się pozbyć prawie wszystkiego. Nie, prawie, dosłownie wszystkiego. A jak się zacznie pozbywać kolejnych rzeczy, nabiera się ochoty, żeby się pozbyć absolutnie wszystkiego. Tak samo jak hazardzista, który stracił połowę pieniędzy, w desperacji wyrzuca resztę. Odechciewa się człowiekowi robić coś połowicznie i czegoś się trzymać.
W końcu udało mi się zmieścić wszystkie potrzebne rzeczy w średniej wielkości walizce firmy Samsonite."
Notka bibliograficzna: Haruki Murakami, opowiadanie "Koty ludojady" ze zbioru "Ślepa wierzba i śpiąca kobieta", Muza SA, 2008
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą murakami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą murakami. Pokaż wszystkie posty
środa, 15 grudnia 2010
poniedziałek, 29 listopada 2010
Murakami razy trzy
Ostatnio Sahib stwierdził, że po wpisach na blogu można sądzić, jakbym w ogóle nie czytała książek. Rzeczywiście :) Już się poprawiam - wcale nie w czytaniu, tylko w polecaniu ciekawej lektury. Dziś będzie długo i hurtowo. Jakiś czas temu pisałam o Murakamim i obiecałam do niego wrócić. Od tego czasu przeczytałam jeszcze trzy jego powieści, których wspólnym mianownikiem jest egzotyczna sceneria współczesnej Japonii i barwne postacie kobiet. Murakami ma specyficzny styl drobiazgowego opisu uczuć, sytuacji, nawet miejsc. Z kart książek nieraz emanuje pesymizm samotności. Mimo to opowiedziane historie mają w sobie coś wciągającego. Dodam na koniec, że wizualnie podobają mi się kolorowe, łatwo rozpoznawalne okładki poniższej serii (Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA).
Na południe od granicy, na zachód od słońca
Intrygujący tytuł kryje historię mężczyzny wspominającego swoją przyjaciółkę z dzieciństwa, z którą rozstał się w wieku 12 lat. Kiedy los zetknie ich 25 lat później są już innymi ludźmi, z bagażem doświadczeń, a jednak pozostało coś niezmiennego, stałego. To prosta, niedługa historia, którą odbiera się przez pryzmat własnych doświadczeń. Utrata bratniej duszy, trudne wybory, poszukiwanie zrozumienia, prawdziwe głębokie uczucia, pustka codzienności. Te wszystkie wątki spina postać spełnionego zawodowo i rodzinnie mężczyzny oraz tajemniczej kobiety, która pojawia się i znika według własnych upodobań. Zakończenie nieco naiwne, ale nie wiadomo do końca, co jest prawdą, a co wytworem wyobraźni bohatera i to zaliczam do plusów tej powieści.
Kronika ptaka nakręcacza
To książka, która zauroczyła mnie od pierwszej strony. Przyznam nawet, że pierwsze 100 stron po prostu mnie bawiło. Opis absurdalnych zdarzeń, które mają miejsce w najbliższym otoczeniu bohatera, niesamowite postacie kobiet - współczesne odmiany czarownic, a do tego wątek jakby... detektywistyczny? Mężczyzna rezygnuje z pracy, ginie mu kot, po jakimś czasie znika żona. Jednocześnie przez jego dom zaczyna przewijać się cała galeria coraz dziwniejszych postaci. Śmiałam się co chwilę. Po jakimś narracja wkracza w mroczne tereny różnych stanów świadomości, porównywalnych chyba najbardziej z medytacją lub snami. Wielowątkowość, oniryczność, rozbudowane dygresje, zaskakujące pomysły, barwne postacie drugiego planu - emerytowany wojskowy albo milczący chłopak pomagający matce w prowadzeniu interesu - i nareszcie happy end - tworzą piorunującą mieszankę. Powieść długa, ale nie nużąca. Spośród tych trzech podobała mi się najbardziej.
Norwegian Wood
Przyznaję, że kilka razy próbowałam zabrać się za tę książkę. Po przeczytaniu kilku pierwszych stron - jakiś oderwanych od siebie wątków - odkładałam. W końcu udało mi się przełamać. Może nie wciąga tak jak "Kronika ptaka nakręcacza", ale akcja toczy się dość wartko. Dorastający chłopak i dwie dziewczyny. Znów mamy tu motyw przyjaciółki z dzieciństwa, nieco sennej, zamkniętej w sobie i wrażliwej Naoko. Jej przeciwieństwem jest wyzwolona i wygadana Midori, dziewczyna z krwi i kości, pozornie śmiała, lecz w głębi duszy poszukująca tego, co większość z nas - prawdziwej, ciepłej miłości. Zagubiony w kontaktach pomiędzy nimi dwiema bohater dojrzewa, zmienia się, przepoczwarza się w mężczyznę przy dźwiękach piosenek Beatlesów, w akademiku, w nocnych barach Tokio, w podróży. "I once had a girl, or should I say she once had me...". Sama historia - może nic odkrywczego, ale opowiedziana w charakterystyczny dla Murakamiego, głęboki i subtelny sposób.
Na południe od granicy, na zachód od słońca
Intrygujący tytuł kryje historię mężczyzny wspominającego swoją przyjaciółkę z dzieciństwa, z którą rozstał się w wieku 12 lat. Kiedy los zetknie ich 25 lat później są już innymi ludźmi, z bagażem doświadczeń, a jednak pozostało coś niezmiennego, stałego. To prosta, niedługa historia, którą odbiera się przez pryzmat własnych doświadczeń. Utrata bratniej duszy, trudne wybory, poszukiwanie zrozumienia, prawdziwe głębokie uczucia, pustka codzienności. Te wszystkie wątki spina postać spełnionego zawodowo i rodzinnie mężczyzny oraz tajemniczej kobiety, która pojawia się i znika według własnych upodobań. Zakończenie nieco naiwne, ale nie wiadomo do końca, co jest prawdą, a co wytworem wyobraźni bohatera i to zaliczam do plusów tej powieści.Kronika ptaka nakręcacza
To książka, która zauroczyła mnie od pierwszej strony. Przyznam nawet, że pierwsze 100 stron po prostu mnie bawiło. Opis absurdalnych zdarzeń, które mają miejsce w najbliższym otoczeniu bohatera, niesamowite postacie kobiet - współczesne odmiany czarownic, a do tego wątek jakby... detektywistyczny? Mężczyzna rezygnuje z pracy, ginie mu kot, po jakimś czasie znika żona. Jednocześnie przez jego dom zaczyna przewijać się cała galeria coraz dziwniejszych postaci. Śmiałam się co chwilę. Po jakimś narracja wkracza w mroczne tereny różnych stanów świadomości, porównywalnych chyba najbardziej z medytacją lub snami. Wielowątkowość, oniryczność, rozbudowane dygresje, zaskakujące pomysły, barwne postacie drugiego planu - emerytowany wojskowy albo milczący chłopak pomagający matce w prowadzeniu interesu - i nareszcie happy end - tworzą piorunującą mieszankę. Powieść długa, ale nie nużąca. Spośród tych trzech podobała mi się najbardziej.Norwegian Wood
Przyznaję, że kilka razy próbowałam zabrać się za tę książkę. Po przeczytaniu kilku pierwszych stron - jakiś oderwanych od siebie wątków - odkładałam. W końcu udało mi się przełamać. Może nie wciąga tak jak "Kronika ptaka nakręcacza", ale akcja toczy się dość wartko. Dorastający chłopak i dwie dziewczyny. Znów mamy tu motyw przyjaciółki z dzieciństwa, nieco sennej, zamkniętej w sobie i wrażliwej Naoko. Jej przeciwieństwem jest wyzwolona i wygadana Midori, dziewczyna z krwi i kości, pozornie śmiała, lecz w głębi duszy poszukująca tego, co większość z nas - prawdziwej, ciepłej miłości. Zagubiony w kontaktach pomiędzy nimi dwiema bohater dojrzewa, zmienia się, przepoczwarza się w mężczyznę przy dźwiękach piosenek Beatlesów, w akademiku, w nocnych barach Tokio, w podróży. "I once had a girl, or should I say she once had me...". Sama historia - może nic odkrywczego, ale opowiedziana w charakterystyczny dla Murakamiego, głęboki i subtelny sposób.
środa, 26 maja 2010
Który nigdy nie szedł
Krótki przerywnik w relacji z Podlasia - recenzja książki Haruki Murakamiego.Bardziej jako biegacz niż mól książkowy sięgnęłam po „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”, zastanawiając się, co odkrywczego można jeszcze o tym napisać? Treningi, zawody, kontuzje, sprzęt, rozmyślania o sensie biegania i nieodłącznie im towarzyszące rozmyślania o sensie życia (albo odwrotnie) - tematycznie pamiętnik Murakamiego nie odbiega zbyt daleko od schematu, do którego przyzwyczaiła nas bogata biegowa blogosfera. Nie jest to długa opowieść - to zbiór kilku esejów, w sam raz na deszczowy wieczór. Początek określiłabym jako monotonny, mnie ta książka wciągnęła od IV rozdziału, od którego nabiera żywszego tempa, gdy dryfuje w stronę ultra i triatlonu.
Haruki Murakami to raczej biegający pisarz niż piszący biegacz. To moje pierwsze zetknięcie z jego prozą, ale na pewno nie ostatnie. Wcale do biegania nie zachęca i to mi się bardzo podoba. Niech każdy szuka swojej drogi, brzmi jego motto. Bieganie i pisanie - dwie główne pasje autora, tak różne, a zarazem podobne. Wszystko to przesiąknięte wschodnią mentalnością. Akceptacja losu, przemijania, starzenia się, akceptacja porażek, a jednocześnie czerpanie z biegania prawdziwej, żywej radości, życiowej siły.
I choć od autora dzieli mnie morze doświadczenia, wiek, płeć i kilometry, niektóre słowa tych luźnych biegowych notatek trafiają prosto w serce. Oddaję Mu głos:
„Nie jestem człowiekiem. Jestem maszyną. Niczego nie czuję. Po prostu zmierzam naprzód.
Tak sobie myślałem. Tylko o tym myślałem i tylko dzięki temu przetrwałem. Gdybym powiedział sobie, że jestem żyjącą istotą ludzką, człowiekiem z krwi i kości, padłbym z bólu. Z pewnością było wtedy we mnie coś, co było mną. I towarzyszyła temu jakaś samoświadomość. Ale w tamtym momencie rozkazałem sobie, żeby myśleć, że moje ja i towarzysząca mu samoświadomość są tylko wygodnymi formami i niczym więcej. To dziwny sposób myślenia o sobie i bardzo dziwne uczucie, gdy świadomie wypiera się świadomość. Trzeba zmusić się do wcielenia w coś nieorganicznego. Instynktownie zdawałem sobie sprawę, że to jedyny sposób, by przetrwać.”
Jednym słowem - polecam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)