Wieczorem temperatura spadła do -1°C, a więc były niezłe warunki do wyjścia boso na zaśnieżony balkon. Odwiedzili nas znajomi. Próbowałam namówić koleżankę Lucy na bosy spacer.
Lucy: Nie, nie namówisz mnie. Ja jestem ciepłolubna. Nienawidzę zimna i w ogóle jest mi zimno!
Tofalaria: Jak pochodzisz boso po śniegu, to zrobi ci się gorąco. To wspaniale pobudza krążenie.
Lucy: Nie, nie. Nienawidzę nawet dotykać zimnego. Na samą myśl o tym robi mi się zimno.
Tofalaria: Ale lody lubisz?
Lucy: No... lubię.
Tofalaria: To tak jak jedzenie lodów - tylko stopami!
Kto wie, czy to nie ostatni moment tej zimy? Ubity już teraz śnieg umożliwia chłodzenie samych podeszw stóp. Jest to bardzo przyjemne. Pomimo zastosowania tego obrazowego i sprytnego argumentu, Lucy nie udało się namówić. Za to poszedł ze mną Sahib i był zachwycony. :)
Więcej o chodzeniu boso po śniegu pisałam tu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samo życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samo życie. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 12 lutego 2013
środa, 14 listopada 2012
Perfekcyjna Pani Domu - nie, dziękuję
Jakiś czas temu z koleżanką, która ma TV, oglądałyśmy angielską wersję programu Perfekcyjna Pani Domu. Takie programy są dość kuriozalne, a dla kogoś, kto na co dzień nie ma TV - traktują o kosmitach z innej galaktyki. ;)Większość osób sprzątania nie lubi, ten temat prowokuje lawinę narzekań. Jako dziecko konsekwentnie odmawiałam pomocy w sprzątaniu, bo uważałam, że właściwie to jest czysto, a Mama przesadza (częsty przykład różnych standardów wyznawanych przez współmieszkańców).
poniedziałek, 22 października 2012
Rok bez narzekania
Żyję, żyję. Dzięki, że zaglądacie i komentujecie! Kilka dni temu wymyśliłam sobie i od razu wcieliłam w życie nowy projekt.
Rok bez...?
...NARZEKANIA!
Najlepiej stawiać sobie poprzeczkę na odpowiedniej wysokości. „Rok bez zakupów” albo „rok bez alkoholu” to prościzna, natomiast „rok bez słodyczy” nie ma u mnie żadnych szans. :)
Rok bez...?
...NARZEKANIA!
Najlepiej stawiać sobie poprzeczkę na odpowiedniej wysokości. „Rok bez zakupów” albo „rok bez alkoholu” to prościzna, natomiast „rok bez słodyczy” nie ma u mnie żadnych szans. :)
środa, 22 sierpnia 2012
Remonty, perfekcjonizm, dom do mieszkania
Kilka przemyśleń o remontowaniu, koniecznościach, perfekcjonizmie, reklamach. Jeśli ktoś ma lęk wysokości, to proponuję nie powiększać fotki. ;)
Jak pisałam poprzednio - każdy remont trwa zbyt długo.
Jak pisałam poprzednio - każdy remont trwa zbyt długo.
poniedziałek, 30 lipca 2012
Remont - pozytywy
Remont - czy to słowo komuś kojarzy się dobrze?Aby napisać tego posta musiałam odkleić folie z monitora :) - życie blogera nie zawsze usiane jest różami! Niby nic wielkiego nie robimy - głównie uwagi wymagały okna dachowe, które trzeba było w końcu oskrobać, zaimpregnować grzybobójczym siuwaksem i polakierować. Cztery okna zajęły nam aż trzy dni!
piątek, 20 stycznia 2012
Archeologia rodzinna
Historia nigdy nie była moim ulubionym przedmiotem. Owszem, lubiłam poczytać książki o dawnych dziejach, zwłaszcza fabularne, ale daty mi się mieszały, nie byłam w stanie zapamiętać kto, z kim, co, komu i dlaczego.Zupełnie inaczej ma się sprawa, gdy historia zaczyna mrugać do mnie okiem, że tak powiem - bezpośrednio. A było to tak...
piątek, 16 grudnia 2011
Autozagadka - jak się nie nudzić na zakupach
Zwykle robię zakupy w małych sklepach spożywczych. Jedynie po kosmetyki, baterie itp. chodzę do supermarketu. Dziś odkryłam, w jaki sposób urozmaicić sobie to odmóżdżające zajęcie, tak by szare komórki wręcz dostały zakwasów od myślenia.
Poszłam, jak zwykle, z karteczką. Nie była długa, potrzebowałam tylko kilku rzeczy. Przedostatnią pozycją były „patyczki”, pod nimi natomiast odkryłam, będąc już w sklepie, jakieś dziwne słowo. Niby sama je napisałam, zaledwie pół godziny wcześniej, ale nijak nie mogłam zgadnąć, o co chodzi. Wśród wielu możliwości odcyfrowałam je między innymi jako: „do wany”, „dzwony”, „olewany” oraz „bonony”. Żadnych skojarzeń. Widzicie sami - nie było łatwo! Przy czym troszkę się stresowałam, bo jutro z samego rana wyjeżdżam, miałam więc wrażenie, że może to być coś absolutnie niezbędnego!
Zaczęłam chodzić między regałami bardzo powoli. A nuż zobaczę ten tajemniczy przedmiot na półce i doznam olśnienia. Niestety, musiałam się poddać. Mózg zaczął się przegrzewać pod czapką. I kiedy stałam już w kolejce do kasy, wyciągnęłam karteczkę ostatni raz z kieszeni.
Tak, mam to!
Poszłam, jak zwykle, z karteczką. Nie była długa, potrzebowałam tylko kilku rzeczy. Przedostatnią pozycją były „patyczki”, pod nimi natomiast odkryłam, będąc już w sklepie, jakieś dziwne słowo. Niby sama je napisałam, zaledwie pół godziny wcześniej, ale nijak nie mogłam zgadnąć, o co chodzi. Wśród wielu możliwości odcyfrowałam je między innymi jako: „do wany”, „dzwony”, „olewany” oraz „bonony”. Żadnych skojarzeń. Widzicie sami - nie było łatwo! Przy czym troszkę się stresowałam, bo jutro z samego rana wyjeżdżam, miałam więc wrażenie, że może to być coś absolutnie niezbędnego!
Zaczęłam chodzić między regałami bardzo powoli. A nuż zobaczę ten tajemniczy przedmiot na półce i doznam olśnienia. Niestety, musiałam się poddać. Mózg zaczął się przegrzewać pod czapką. I kiedy stałam już w kolejce do kasy, wyciągnęłam karteczkę ostatni raz z kieszeni.
Tak, mam to!
środa, 23 listopada 2011
Technologiczne przygody i złośliwostki
Ten blog rzadko przybiera postać pamiętnika, rzadko też na cokolwiek narzekam, będąc z natury raczej optymistką. Jednak dzisiejszy dzień... Zaczęło się od tego, że postanowiłam pierwszy raz w życiu przeinstalować sobie system w komputerze. Jak widać, zakończyło się to sukcesem (pokonawszy wiele raf, mam już przeglądarkę). Sukces jest jednak, w moim odczuciu, połowiczny.
niedziela, 7 sierpnia 2011
"Za 600 metrów fotoradar" czyli po co nam autostrady
piątek, 3 czerwca 2011
Książeczka
Wczoraj wybrałam się do banku (nazwijmy go roboczo Przecudny Kwiat Oszczędności) załatwić pewną sprawę. Nie była zbyt skomplikowana, dzięki czemu spędziłam w banku zaledwie nieco ponad godzinę, a moje papiery obsługiwały tylko cztery osoby. W międzyczasie, stojąc przy okienku i spoglądając na błyskawiczny postęp mojej sprawy, obserwowałam sceny rozgrywające się przy kasie obok.
Otóż do banku przyszła starsza pani - zadbana, elegancko ubrana, w towarzystwie młodszej kobiety. Panie potrzebowały pilnie uzyskać pewną sumę w gotówce, w związku z czym starsza pani przyniosła książeczkę oszczędnościową, z której chciała tę sumę wypłacić. Pamiętacie takie książeczki? Zielony papier, tabelka, pieczątki, ten klimat.
Otóż do banku przyszła starsza pani - zadbana, elegancko ubrana, w towarzystwie młodszej kobiety. Panie potrzebowały pilnie uzyskać pewną sumę w gotówce, w związku z czym starsza pani przyniosła książeczkę oszczędnościową, z której chciała tę sumę wypłacić. Pamiętacie takie książeczki? Zielony papier, tabelka, pieczątki, ten klimat.
piątek, 6 maja 2011
Zwariowany test
Ostatnio mam trochę mniej czasu na blogowanie. Dążąc do niezależności na polu zawodowym postanowiłam założyć własną działalność i wystąpić o dotację na ten cel. To pochłania dość sporo czasu - jeżdżenia po urzędach, wypełniania druczków itd. Dziś uzyskałam jeden z ciekawszych załączników do wniosku: "Opinię doradcy zawodowego".Aby ją uzyskać, wypełnia się test, który jest następnie oceniany. Test określa predyspozycje psychiczne, opanowanie, motywację do pracy, kwalifikacje itd. Pytania, punktowane od 1 do 5 są przemieszane, a niektóre mają chytrze "odwróconą" punktację (żeby delikwent nie zakreślił z automatu 5 we wszystkich pytaniach).
Subskrybuj:
Posty (Atom)


