Strony

poniedziałek, 9 maja 2016

O roślinach

Moje związki z roślinami są niezwykle pokrętne.

Jako wegetarianka od wielu lat żywię się roślinami. Uwielbiam różne roślinne smaki, zielsko, korzenie, owoce, kwiaty. Chyba nie ma takiego warzywa lub przyprawy, którego bym nie tknęła. Jedne lubię mniej, inne bardziej, ale nawet na anyżek mam czasem ochotę.

Jednocześnie mam dwie lewe ręce do ogrodnictwa. Żaden kwiatek doniczkowy nie przetrwał u nas dłużej niż trzy dni. Łącznie podjęto dwie takie próby, zainicjowali je znajomi. Z roślin ogrodowych zbieram tylko to, co posadzili jeszcze Praprzodkowie. To, co samo rośnie i radzi sobie z chwastami, owadami, gradem i tak dalej, na przykład porzeczki, miętę, jabłka.


Moją prawdziwą pasją były, odkąd pamiętam, rośliny dziko rosnące. To zainteresowanie podsycał mój Tato, kupując mi atlasy roślin i pokazując, co w trawie rośnie, na łące, polu i w lesie. Kiedy miałam dosłownie kilka lat, potrafiłam siedzieć w trawie i rozkładać na czynniki pierwsze różne kwiatki i trawki. Większość roślin, które znam, nauczyłam się rozpoznawać właśnie wtedy. Interesowały mnie głównie gatunki ruderalne i wodne. Rysowałam sobie własne atlasy roślin i encyklopedie (kto nie wie, jak rozpoznać len, niech przyjrzy się mojemu niesamowitemu rysunkowi!). Przez pewien czas – chyba pod koniec podstawówki – marzyłam o zostaniu biologiem. Pod małym amatorskim mikroskopem oglądałam pokrojone skalpelem łodyżki, rozpłaszczone między szkiełkami listki i pyłki różnych roślin. Nigdy nie nudziłam się w terenie, przyroda zawsze była dla mnie niesamowicie ciekawa, zarówno rośliny, jak i zwierzęta, gleby, formy terenu, skały, chmury. W końcu zamiast biologii wygrała geografia.

Natomiast z czasem dowiedziałam się, ile różnych dzikich roślin można wykorzystać kulinarnie. Za młodu byłam chowana w przeświadczeniu, że wszystko to „trucizny”. Zresztą jakoś nie było w rodzinie tradycji, by wykorzystywać nawet tak popularne rośliny, jak pokrzywy albo szczaw. Może zresztą starszym pokoleniom kojarzyły się niezbyt dobrze – z czasami wojennego niedostatku?

Ostatnio trafiłam na Facebooku na grupę poszukiwaczy roślin i wkręcam się na nowo. Imponuje mi wiedza wielu osób. Jeździmy z Sahibem rowerami i rozpoznajemy rośliny w trakcie jazdy – nasza nowa zabawa ludzi dorosłych. Przeszukujemy stare biblioteczki w poszukiwaniu mądrych ksiąg. Sahib jest profesjonalistą od drzew, a za młodu tworzył kolekcję porostów, więc dobraliśmy się jak w korcu... maku. ;)

A jak tam Wasze botaniczne przygody?

8 komentarzy:

  1. Mnie też mój tata zaraził pasją do przyrody.Spacery po lesie,smakowanie szczawiu,wyrywanie kwiatków żywokostu by lizać ich słodycz,zbieranie grzybów.Szkoda że nie mogę cofnąć czasu.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozpoznawanie roślin wciąga, podobnie jak rozpoznawanie/obserwowanie ptaków. Dla najciekawsze jest w tym poznawanie procesów biologicznych (historii danego miejsca) w oparciu o strukturę gatunkową roślin zielnych i krzewinek. Dla przykładu leśnicy na podstawie roślin runa leśnego są w stanie określić zbiorowiska roślinne i siedliska leśne. Dobra zabawa staje się wtedy użyteczną wiedzą stosowaną w podejmowaniu decyzji o zagospodarowaniu naszych lasów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Heh, leśnicy-praktycy to raczej określają siedliska na podstawie operatu - ze znajomością roślin runa bywa różnie ;)

    A wracając do roślin - chociaż na uprawie roślin w zasadzie się nie znam i za tym nie przepadam, to mam na balkonie ogród, taki półnaturalny ;). W doniczkach mam dzikie wino które dziarsko pnie się do góry, szałwię, miętę, nagietki, bratki i trochę chwastów, które się wsiały. A wolne przestrzenie wypełnia trawa dla kotów. No więc jest, jak na razie - dosyć zielono. Niestety panująca susza mojemu balkonowemu ogrodowi dobrze nie wróży, jak i wszystkim roślinom w ogóle ...
    Roślin "mieszkaniowych" zaś nie mam, no za wyjątkiem tej trawy - koty muszą zimą coś zielonego czasem schrupać ;).
    Pozdrawiam serdecznie!
    ps. polecam się w kwestii rozpoznawania "chwastów" - coś tam jeszcze pamiętam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do pierwszego, to dobrze wiem, jak to jest - w lesie robię za botanicznego przewodnika. ;) A co do upraw - 2 dni temu z wyrzuconego regaliku z półkami zrobiłam megadonicę - tj. wypełniłam kompostem. Chyba posadzę coś kupionego z gotowych rozsad. Ten regalik ma jedną zaletę - jest kretoodporny i (w mniejszym stopniu) - chwastoodporny.

      Usuń
    2. PS. Nick "Saxifraga" zobowiązuje ;)

      Usuń
  4. O, donica z regaliku to będzie świetna sprawa! Na pewno rośliny - zabezpieczone od kretów - będą się tam czuły dobrze :)
    Fajne są też "donice" ze starych turystycznych butów - zdarzają się w małych schroniskach i podobnych chatkach :).

    Twój rysunek lnu piękny. Też mam gdzieś w archiwach botaniczne rysunki, bo flora i fauna zajmowały mnie od najmłodszych lat. A jako dziecko marzyłam o małym mikroskopie i o kluczu do oznaczania roślin ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostały zrobione naprawdę gruntowne porządki we wsiowym garażu (temat na osobną opowieść), w każdym razie w stercie mebli są chyba jeszcze drewniane szuflady, więc jak będę miała pomysł, co sadzić, to może wykorzystam (kompostu zużyłam dopiero 1/4). Myślałam, żeby posiać tzw. rzeżuchę (to podobno wcale nie jest tak naprawdę rzeżucha!), bo akurat mam, a resztę z bazaru w Tarczynie, z gotowych rozsad. Zaczyna się czerwiec, nie wiem, czy to już nie za późno na sadzenie, muszę o tym poczytać. ;)

      Usuń
    2. A ten nasz malutki mikroskop był naprawdę świetny! Produkcji radzieckiej, dołączone były dwa gotowe preparaty - pyłek sosny oraz trąbka komara. Robiła wielkie wrażenie!

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Ze względu na intensywne ataki spamerskie komentarze tylko z kont Google. Przepraszam za utrudnienia.