Strony

piątek, 14 lutego 2014

Muzea naszej codzienności

Zastanawialiście się kiedyś, jak szybko zmienia się dziś kultura materialna? Albo które z przedmiotów dziś używanych, będą oglądać w muzeach przyszłe pokolenia? Co zostanie uznane za symbol „lat 90. XX wieku” albo „pierwszych dekad XXI  wieku”? Co wyjdzie z użycia, zatrzymując się na obecnym etapie technologicznej ewolucji? Torebka foliowa, telefon stacjonarny, a może kolorowe opakowania żywności?

Do zastanowienia się skłoniły mnie wczorajsze wizyty aż w dwóch muzeach (tak to jest, jak się mieszka poza miastem - wycieczki do centrum wykorzystuje się bardzo intensywnie!).

W Państwowym Muzeum Etnograficznym obejrzałam wystawę stałą „Zwykłe - niezwykłe", która opowiada o sposobach pozyskiwania eksponatów przez Muzeum. Darowizny kolekcjonerów i twórców, prace terenowe, wymiany innymi ośrodkami, zakupy od artystów i z prywatnych kolekcji - to główne sposoby rozbudowy kolekcji. Do ciekawostek należą przedmioty, które zagrały w filmie „Konopielka” - autentyczne sprzęty zakupione wcześniej na potrzeby filmu i przekazane przez filmowców Muzeum. Niektóre kolekcje (np. sprzęty gospodarstwa wiejskiego) uznaje się już za zamknięte. Tym ciekawsze jest pytanie, postawione przez autorów ekspozycji, o dalsze kierunki rozwoju etnograficznych zbiorów. Do najświeższych eksponatów należą prace z nurtu sztuki naiwnej kupowane przy okazji różnych konkursów, nabywane na internetowych aukcjach dewocjonalia, a także - i tu coś, od czego zakręciła mi się łezka w oku - autentyczne okno z budynku ASP oklejone vlepkami. Pamiętacie vlepki? Podczas studiów mijałam to okno prawie codziennie, kilkanaście lat później widzę je w Muzeum. Jak mogłam się nie wzruszyć?

Teraz przenieśmy się 100 metrów dalej, do budynku Zachęty. Ciekawe podejście do codzienności prezentuje fotograf młodego pokolenia, Kuba Dąbrowski. Wystawa "Film obyczajowy produkcji polskiej" to zdjęcia z pozoru niedoskonałe, o przypadkowych kadrach (czyli coś, do czego przyzwyczaił nas Instagram, Facebook, fotoblogi...). Jednak zestawione w ogromnej liczbie tworzą wizerunek codzienności  Autora - zabaw na podwórku, podróży, posiłków, imprez. Są tu portrety ludzi i zabawek, kuriozalne reklamy i inne cuda codzienne, od 1994 roku do dnia dzisiejszego (jedna ze ścian zarezerwowana jest na cotygodniowe aktualizacje Autora, drukowane na zwykłej drukarce). Jednocześnie powstaje pytanie, jak szybko odchodzą pewne artefakty. Rzeczywistość lat 90. - którą pamiętam przecież bardzo dobrze - na tej wystawie niepostrzeżenie przenosi się do „przeszłości”. Kreszowe dresy, stoiska z podrabianymi kasetami, klimat bazarków, trochę starsze modele autobusów - dziś wydają się już retro. Wiele zdjęć wywołało u mnie nostalgiczny uśmiech.

Nie mogę przy okazji nie wspomnieć o „Muzeum Niewinności” Orhana Pamuka. Jeśli ktoś nie czytał, to gorąco polecam. Pokrótce przybliżę fabułę. Główny bohater, dobrze sytuowany mieszkaniec Stambułu, jest nieszczęśliwie zakochany w dalekiej kuzynce. Nie mogąc się z nią związać, odwiedza ją stale w jej domu rodzinnym. Podczas tych wizyt wynosi w kieszeniach różne drobne przedmioty, które mają mu przypominać chwile spędzone w towarzystwie ukochanej kobiety - od porcelanowych figurek, po szpulki nici i niedopałki papierosów. Kolekcja rośnie latami, aż w końcu bohater zakłada tytułowe Muzeum. Co ciekawe, na fali popularności książki, Muzeum Niewinności, oddające atmosferę lat 70. ubiegłego wieku, rzeczywiście w Stambule powstało przy dużym zaangażowaniu samego Pamuka. ;) Choć sam pomysł obsesyjnego zbierania przedmiotów leży na granicy normalności (kleptomania?), to jednak nie sposób odmówić mu pewnego uroku.

A zatem - historię i sztukę tworzymy codziennie. Każdy z nas może być twórcą? Zapraszam Was do futurologicznej zabawy. Co byście umieścili w swoim własnym Muzeum Codzienności?

3 komentarze:

  1. Pamiętam, że jak byłam po raz pierwszy w muzeum etnograficznym, to te vlepki bardzo mnie zdziwiły. A na wystawę film obyczajowy produkcji polskiej mam zamiar się wybrać :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm... ja mam odwrotnie niż bohater Pamuka. Pieczołowicie usuwam ze swojego życia wszelkie własne pamiątki po minionych latach, od moich starych pamiętników po bibeloty i maskotki oraz listy od dawnych sympatii. Równie pieczołowicie gromadzę w swoim Muzeum pamiątki po minionej epoce. Staram się odkrywać tajemnice zwykłych przedmiotów i ich twórców czy użytkowników, jednocześnie zacierając ślady po mnie samej.
    Co po nas zostanie? Może blogi zgrane gdzieś na pendrive, czy "w chmurze", a może nawet i to nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapewne książki, mi są one bliskie, a za jakiś czas zapewne będą tylko czytniki i wersje elektroniczne. Szkoda. bo książka pachnie, szeleści i miło trzyma się ją w rękach.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Ze względu na intensywne ataki spamerskie komentarze tylko z kont Google. Przepraszam za utrudnienia.