Strony

środa, 22 sierpnia 2012

Remonty, perfekcjonizm, dom do mieszkania

Kilka przemyśleń o remontowaniu, koniecznościach, perfekcjonizmie, reklamach. Jeśli ktoś ma lęk wysokości, to proponuję nie powiększać fotki. ;)

Jak pisałam poprzednio - każdy remont trwa zbyt długo.
Kiedy pomalowanie 28-metrowego mieszkania zajmuje ponad tydzień harówki po kilkanaście godzin, to człowiek zaczyna się zastanawiać - czy przypadkiem coś nie jest z nim nie tak? Od razu rozwieję wątpliwości - to nie pierwszy remont, który robiliśmy, nie pierwsze malowanie, a różne tematy „zrób to sam” mamy ogarnięte (łącznie z kładzeniem glazury i robieniem mebli). No to w czym problem?

Remont to nie było oczywiście tylko malowanie. Przy okazji, skoro już zasłania się meble i robi miejsce, to warto zrobić wszystkie odkładane brudne prace. Sporo czasu poszło na szlifowanie, impregnowanie i lakierowanie okien połaciowych - mają milion zakamarków, a w niektórych miejscach były bardzo zniszczone. Niby tylko cztery okna, a zajęły aż trzy dni.

Potem idą wszystkie prace związane z poprawą wyglądu ścian. Na przemian prace mokre i pylące. Na przykład pęknięcie na całej długości ściany szczytowej na styku z sufitem. No a skoro już wyciągamy drabinę, to i wrzucenie jednego niefrasobliwego kabla nareszcie w listwę. To może przesuńmy i kontakt na ścianie źle umiejscowiony? A więc kucie, wiercenie dziury pod puszkę, zacieranie gładzią... Takie drobiazgi plus akrylowanie szczelin, oklejanie przed malowaniem dachowej stolarki (którą widać na zdjęciu), malowanie różnych zakamarków sufitowych (poddasze maluje się naprawdę powoli) sprawiło, że sumarycznie wyszło tak dużo czasu.

Jednocześnie wciąż zastanawiałam się, czy nie przesadzamy z dokładnością? Niestety, mamy ciągoty ku perfekcjonizmowi, zarówno Sahib, ja i ja. Niezbyt dobra to cecha. Kiedy zacieram ścianę, to chcę to zrobić tak, by była jak najrówniejsza, najlepiej jak umiem (a i tak wychodzi mi słabo... frustruję się i poprawiam... to trwa...). Tak samo gdybym szyła sukienkę, to przecież nie zostawię niewykończonych, zwisających nitek?

Mieszkając zazwyczaj nie zwraca się na różne drobiazgi uwagi. Nie mają one wpływu na komfort mieszkania, a nawet na estetykę nie zawsze (na przykład coś jest w ciemnym kącie lub zasłonięte meblami). Im dłużej trwał remont, tym bardziej przechodził nam perfekcjonizm. I chyba dobrze. :)

Podczas późniejszego wyjazdu wakacyjnego odwiedziliśmy między innymi skansen w Sanoku - największą tego typu ekspozycję w Polsce, miejsce zupełnie niesamowite. Warto mieć świadomość, jak dawniej żyli ludzie, zwłaszcza na wsi. Warunki, które mamy, wydałyby im się naprawdę rajskie - czysta podłoga łatwa do sprzątania, bieżąca woda, ogrzewanie, które nie kopci na całą izbę...

Tymczasem żyjemy, tak mi się wydaje, pod presją idealnych wnętrz, które lansują różne czasopisma i inne media. Kuchnie z reklam są posprzątane, lśnią nowością. I ktoś, kto ma stare drewniane szafki, myśli sobie, że jego mieszkanie jest kiepskie, brzydkie, niefunkcjonalne. To tak samo zły kierunek, jak niszczenie samoakceptacji pod wpływem idealnych (poprawionych) ciał w reklamach. Żywe, zamieszkane lokum jest zwykle dalekie od ideału - chyba że ktoś zatrudnia armię sprzątaczek, no ale mówię tu o normalnych ludziach.

Według mnie można podzielić remontowe prace na trzy rodzaje:

- takie, które są absolutnie niezbędne, bo związane ze stanem technicznym domu/mieszkania, czyli cieknący dach, pękające ściany, osypujący się tynk, wypaczone okna, grzyb na ścianach lub stolarce, instalacja elektryczna grożąca zwarciem i pożarem, niedrożna kanalizacja itp.;
- takie, które warto zrobić dla poprawienia komfortu, np. wymiana baterii na jednouchwytową albo zmiana podłogi na taką, którą da się utrzymać w czystości;
- estetyczne.

I nie zawsze warto robić remont generalny ani przejmować się małymi nierównościami ścian, bo od takiego myślenia prosta droga do wariactwa. Ciekawa jestem Waszego zdania na ten temat! ;)

16 komentarzy:

  1. Ech... Właśnie zaczynamy GENERALNY remont naszego mieszkania i już jestem zestresowana :). Mam niestety tendencję do perfekcjonizmu i już na etapie planów martwię się o efekty końcowe :) W tym tygodniu porządkuję szafy - wyrzucam i oddaję rzeczy, chociaż wydawało się , że wcale za dużo ich nie ma.
    Pewnie będę miała parę przemyśleń w trakcie. A na razie mam jedno - im dłużej planuję, myślę, wybieram, tym chyba szybciej mam ochotę zakończyć, co jest dobrym objawem. Pozwala mi to w końcu na podejmowanie decyzji :). Słusznych czy też nie - to się okaże. Byle do przodu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Presja wnętrza idealnego? Na pewno istnieje. Nie tylko dlatego, że czasopisma designerskie przedstawiają projekty, o których przeciętny zjadacz chleba (nie tylko zresztą w Polsce)może jedynie pomarzyć. Również dlatego, że wszystkie zdjęcia pokazują wnętrza bez śladów normalnego użytkowania, wymuskane do granic możliwości także wtedy, kiedy teoretycznie ktoś tam mieszka. Pewnie, że nie po to robi się sesję zdjęciową, żeby pokazywać zmiętą pościel w sypialni i stos ciuchów na fotelu, ale czytelnik czy widz otrzymuje w ten sposób preparat doskonały i dość odległy od rzeczywistości.
    Kiedyś się trochę stresowałam, że takiego poziomu doskonałości nie potrafię utrzymać, ale teraz już nie. Mój dom, a właściwie całe osiedle, gdzie mieszkam, zostało wybudowane przez ekipę, dla której dążenie do perfekcji było zdecydowanie obce. Co się dało poprawić, to poprawiliśmy, a reszta... Trudno, ja chyba nie mam skłonności do wicia gniazda doskonałego. :)

    Rubia

    OdpowiedzUsuń
  3. Łączę się w bólu. U mnie dziś kolejny dzień remontu. Im dłużej to trwa, tym bardziej zastanawiam się po co mi to ;) Ale efekt końcowy sprawi zapewne, że będziemy zadowolone :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale warto robić wszystko najlepiej jak się potrafi bo i ta napracować się trzeba i później zamiast satysfakcji można być wściekłym na niedoróbki...
    Co do wystudiowanych wnętrz, ładne, ale i straszne :) Ja lubię oglądać skandynawskie blogi wnętrzarskie, bo tam zero spiny :) Niektóre elementy widać nadgryzione zębem czasu, ale zadbane i to dodaje im uroku. Jedna z autorek bloga miała drewniane szafki kuchenne, które miały 40 lat, malowała je co jakiś czas na biało, a i tak było się czym pochwalić. sama mam drewniane meble bo drewno starzeje się szlachetnie...
    3 mam kciuki i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. dla mnie w 99/9% remont to działania dla poprawienia komfortu życia. Do tych absolutnie niezbędnych prac remontowych nie dopuszczam, a te wyłącznie estetyczne to niezbyt mi się chce. Chyba remont się robi po to, aby żyło się lepiej i wygodniej ?:) Świetnie, że napisałaś o tych wiejskich domach.Ja jestem fanką szeroko rozumianego wiejskiego stylu a w nim nierówny tynk, zbierane od pokoleń krzesła itd to esencja. Styl wiejski to dla mnie esencja minimalizmu, nie natomiast wymuskane,eleganckie wnętrza ( zawsze jak oglądam zdjęcia takich wnętrz wyobrażam sobie jakbym się czuła, gdybym pojawiła się w nim w ubraniu niepasującym do tej pięknej kompozycji kolorystycznej). Z tym, że u nas para mieszana, mąż perfekcjonista a ja... powiedzmy wizjonerka:) Zycie to sztuka kompromisu, szczególnie w trakcie remontu:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję Wam za ciekawe komentarze. Remont trwał około 10 dni, ale od razu później chcieliśmy jechać na wakacje - stąd nasza niecierpliwość, bo łączny czas remont+wakacje był zaplanowany tylko na 3 tygodnie. Na szczęście udało się i wyjechać, a podczas wyjazdu zupełnie oderwać od remontowej i w ogóle życiowej prozy.

    Agnitz - to świetny objaw. U nas było podobnie - im dalej, tym szybsze decyzje i sprawniejsza robota, bez zbędnego memłania się nad każdą dziurką w ścianie (widoczną tylko dla nas i może owadów).

    Rubia - gniazdo powinno tylko (i aż) pozwalać na przeżywanie szczęśliwego życia, nie musi być idealne, prawda? ;)

    Aneta - ja już jestem zadowolona! (zostało nam jeszcze pomalowanie łazienki i jedno małe okno dachowe w niej, ale to już na wrzesień)

    Plusultra - za to kocham drewniane meble i 80% mebli u nas to właśnie drewno. W większości własnoręcznie wykończone.

    Eska18 - pewnie, najlepiej nie dopuszczać do tego, by prace stały się niezbędne. Czasem jednak wychodzą różne kwiatki, mimo dbałości. Znajomi mieszkają niedaleko również na poddaszu i mieli taką historię z grzybem - tylko, że na ścianie zewnętrznej budynku. U nich dach schodzi bardzo nisko, na wysokość jakiś 60 cm i w tak niską wnękę dali szafki (zabudowali). Okazało się, że nie ma tam wentylacji, pojawił się grzyb, no i musieli skuwać nawet tynki w paru miejscach. A zauważyli to dopiero po pewnym czasie. Bardzo celna uwaga o stroju niedopasowanym do kolorystyki wnętrza - ano w reklamach tego nie zobaczymy! :)

    Pozdrawiam Was ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  7. Heh, dlatego, my, jak już zbierzemy się do kupna mieszkania, kupimy takie wykończone, żeby siebie samych nie wykończyć urządzaniem wszystkiego.
    Naprawdę przeogromny szacun za ten remont! Mnie by dość szybko szlag trafił, bo nie dość, że jestem perfekcjonistą, to jeszcze przeokrutnym nerwusem. Trudno, przeogromnie trudno jest to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz rację. Słyszałam kiedyś, że większość Norwegów nie zaprasza się nawzajem do domów, bo się wstydzą tego, jak mieszkają. W tak bogatym kraju. No, coś w tym jest. Jak słyszę opowieści znajomych co sobie nowego kupili do mieszkania, co w nim znowu udoskonalili, to mi się odechciewa zapraszania.
    Mamy faktycznie obsesję idealnych wnętrz, te w reklamach są takie piękne i puste, a u mnie ciągle jakieś ciuchy na wierzchu, papiery, gazeta, książka, rozłożona deska do prasowania.
    Warto żyć tak, by nam było wygodnie i przyjemnie, ale z umiarem i bez przesady z tym udoskonalaniem. Trzeba jeszcze pożyć.

    OdpowiedzUsuń
  9. u mnie w domu remont trwa wiecznie, tak samo kupowanie mebli i innych takich. zawsze było tak że nie było kasy żeby zrobić wszystko na raz, więc robiło się po trochę, a w międzyczasie tamto wcześniej wymienione zdążyło się zestarzeć itp.
    z resztą moim zdaniem jest i było ok :P za to mama ostatnio stwierdziła "już nie bedę więcej ładować w to mieszkanie" - "uff" pomyślałam - "...tylko jeszcze te meble w kuchni wymienię, i łazienkę zrobię, i tę okropna tapetę z pokoju....a w ogóle to tu nie powinno byc kuchni, kuchnię zrobię w innym pokoju"
    no ręce opadają.
    w ogóle to lubię design, ale taki swojski, trochę starego, trochę nowego, ciekawe wnętrza, DIY i recykling.
    drewno na przykład nigdy się brzydko nie starzeje. każdy sęk a nawet rysa czy wgniecenie tam gdzie spadł garnek są fajne. lepiej wybulić więcej na deski niż zrobić plastikowe panele które po paru latach wyglądają staro i niemodnie. podobnie z takimi plastikowymi meblościankami z płyty.

    OdpowiedzUsuń
  10. nienawidzę budowlanego perfekcjonizmu !!!
    Wyrażę się brutalnie, ale gdy widzę ludzi którzy chodzą z lampami w ręce i sprawdzają czy na wyszpachlowanej ścianie nie ma jakiejś ryski myślę, że mają mocno nasrane w głowach.
    moi dziadkowie urodzili się w chałupach ze sławojką ( he he , podobno przyjmowały się bardzo cięzko ), za pradziadków nawet sławojek nie było, a my chcemy idealnie proste sciany. a po co ? Co nam to da ? szczęśliwsi będziemy ? no bądźmy poważni, jak równa ściana ma wpływac na poziom szczęśliwości, to ja z takim człowiekiem nie chcę się kolegować.
    Mam takiego kumpla, co pracuje przy remontach i jest perfekcjonistą. Łazienkę robił nam 3 miesiące, przedpokój 3. przez ten caly czas oba pomieszczenia i pół mieszkania byly wyłaczone z użytkowania. W całym domu pył. Syf. tragedia. Kumper zrobił ślicznie. ale że mu długo zeszło, to i kasy nie zarobił i my też nie bardzo cieszylismy się, bo przez czas remontu nie dalo się życ normalnie. po co nam to było ? A po co jemu to było ?
    Mały pokój malowałem sam. zacząłem w kwietniu, skończyłem w lipcu. jak mialem czas malowałem po jednaj ścianie. Zeszło długo, ale za to pokoj przez ani jeden dzień nie był wyłączony z użytkowania.
    Hiu

    OdpowiedzUsuń
  11. He, he jakbym czytał o swoim "remoncie". Zrobiłem sobie przedpole robót tzn wysłałem małżonkę z dziatwą, gdzieś daleko by nie plątali się i nie zawracali głowy. Mieszkamy na poddaszu, większym, ale nie zamierzałem zajmować się całością. Miało być malowanie. Ale tak jak piszesz- wyszła jakaś rysa, potem jeszcze jedna. A rysy mają to do siebie, że jak ich dotkniemy to z ryski robi się wyłom w murze. Do tego kabelek do ukrycia i listwy do przykręcenia. Nie wspominam o zabezpieczeniu sprzętów i sprzątaniu. To pochłania drugie tyle czasu. A w małym mieszkaniu nie ma gdzie z klamotami uciec. I to gipsowanie i czekanie aż wyschnie (a nie chce schnąć)i szlifowanie i gruntowanie i znowu czekanie, i malowanie raz i czekanie aż wyschnie i druga warstwa. Skończyłem po tygodniu klnąc i zastanawiając się co mnie pchnęło do tego by tydzień urlopu, fantastycznych, upalnych, bezdeszczowych wakacji poświęcić. Przecież mogłem to zrobić za rok. Może nawet 2. Raczej nie była to presja idealnych wnętrz. Zawodowo mam styczność z takim wnętrzami. Widziałem te same wnętrza na żywo i w gazecie. Stosuje się te same sztuczki co z modelkami :). Dlatego ta presja nie robi na mnie dużego wrażenia. O mieszkanie, dom trzeba dbać tak samo jak o samochód czy siebie samego. Regularnie. Bo może się okazać, że przeoczyliśmy moment w którym wystarczyło pomalować i trzeba niestety zrobić remont generalny.

    Krzysiek

    OdpowiedzUsuń
  12. Miałem wyremontować sobie dom, ale ten tekst mnie kompletnie zdemotywował :D
    nieruchomosci

    OdpowiedzUsuń
  13. Perfekcjonizm to coś z czym mamy problem;):)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale przecież nasze mieszkanie nie musi wyglądać "perfekcyjnie" względem dzisiejszych trendów, tylko my musimy tam dobrze się czuć i nic poza tym.

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo fajny opis zmagań choć mało zdjęć! Ciekaw jestem jak jest końcowy efekt całego remontu!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Ze względu na intensywne ataki spamerskie komentarze tylko z kont Google. Przepraszam za utrudnienia.