Strony

piątek, 9 grudnia 2011

Szybki przepis na domowy chleb z formy

Niedawno o zaletach domowego chleba pisała Ajka. Nie chciałam jej robić konkurencji, z drugiej strony już dawno myślałam o opublikowaniu swojego przepisu, który jest niesamowicie prosty. Jak wiecie, przerażają mnie skomplikowane przepisy.

Odkąd pieczemy z Sahibem chleb w domu, często spotykamy się z pytaniami, czy nie szkoda nam czasu albo czy nie jest to drogie. O kosztach już kiedyś pisałam. Jeśli chodzi o czas, to nastawienie ciasta nie zajmie Wam więcej czasu niż przeczytanie tego wpisu albo zrobienie chińskiej zupki z torebki. Minimum pracy, maksimum satysfakcji.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Filc - nowa stara miłość

Zabieram Was dziś, mili Czytelnicy, na ZPT czyli zajęcia praktyczno-techniczne. Skrót objaśniam, ponieważ niedawno okazało się, że koledzy młodsi o 10 lat nie mieli już w szkołach takiego przedmiotu. Co za strata. Dzierganie łapek do garnków, lutowanie migaczy elektrycznych, rozpoznawanie tkanin, pieczenie ciast to umiejętności, których nigdy zbyt wiele ;) Poniższy wpis dotyczy filcowania - tematu, który jest dla mnie całkowitą nowością. Ale przecież całe życie to takie ZPT.

Na początek akcent historyczny. Mniej więcej 30 lat temu dostałam filcowy wianek, góralskiej produkcji. Ostał się do dziś, choć odpadła mu gumka. Przez długi czas wpływał na mój gust i poczucie estetyki, jako że od najmłodszych lat chłoniemy styl i piękno (zwróćcie uwagę na niesamowite zestawienie kolorów!).


Obecnie obserwujemy wielki powrót filcu na salony.

piątek, 2 grudnia 2011

Gotuję - gościnnie

Jak pewnie część Czytelników wie, o swoim własnym gotowaniu nie mam najlepszego zdania. Ot wrzucam do garnka to, co akurat mam pod ręką i coś z tego wychodzi. Raz lepiej, raz gorzej. Jak lepiej, to wrzucam przepis na bloga.

Tym bardziej mi miło, że jedna z moich prostych potraw została doceniona. Jakiś czas temu Ajka Minimalistka ogłosiła konkurs kulinarny, którego tematem miały być potrawy z sezonowych, lokalnych produktów. Przypadkowo opracowana wersja modrej kapusty z orientalną przyprawą, zajęła II miejsce :)

Tutaj link do przepisu.


środa, 23 listopada 2011

Technologiczne przygody i złośliwostki

Ten blog rzadko przybiera postać pamiętnika, rzadko też na cokolwiek narzekam, będąc z natury raczej optymistką. Jednak dzisiejszy dzień...

Zaczęło się od tego, że postanowiłam pierwszy raz w życiu przeinstalować sobie system w komputerze. Jak widać, zakończyło się to sukcesem (pokonawszy wiele raf, mam już przeglądarkę). Sukces jest jednak, w moim odczuciu, połowiczny.

sobota, 19 listopada 2011

Kazimierz Nowak o wolności

"- Czy pan nie boi się lwa? A takiego lamparta? A tych żmij i innych potwornych węży? - tym podobne pytania zadają mi ludzie czy to tu w Afryce, w Europie, czy w Azji Mniejszej.
Zawsze wtedy wyrywa mi się odpowiedź jednakowa: boję się jedynie stworzonego przez ludzi świata cywilizowanego, pełnego wiz, kaucji, urzędników emigracyjnych, gwarancji i innych nowości mających niby ułatwiać życie i zwiększających 'wolność' cywilizowanego człowieka. Każdy dzień na świecie przynosi nowe prawa, ustawy, rozporządzenia..."


Od jakiegoś czasu raczę się tą lekturą - Afryka lat 30. XX wieku i skromny polski podróżnik Kazimierz Nowak, ze swoim anarchistycznym, antykolonialnym, antyglobalistycznym (jak byśmy dziś powiedzieli) spojrzeniem na świat, z minimalistycznym bagażem zapakowanym na rower. Polecam!

Notka bibliograficzna: Kazimierz Nowak "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936", wyd. Sorus, Poznań 2008

czwartek, 3 listopada 2011

W małej kuchni

Dziś post racjonalizacyjny. Taki minimalizm w praktyce czyli trochę tofalariowego mędrkowania. Jak sobie radzić w kuchni, gdy brakuje miejsca?

Jakiś czas temu zrobiłam minimalistyczne odgruzowanie kuchni. Wkrótce okazało się jak znalazł, kiedy w jednej z szafek musieliśmy wygospodarować miejsce na termę. Mieszkamy z Sahibem na poddaszu, kuchnię mamy pod skosami, mimo to jest funkcjonalna i wygodna, nawet gdy kręcimy się po niej oboje. Po 10 latach w małej kuchni uzbierało się parę refleksji. Każdy gotuje w innym stylu i z różną intensywnością, więc moje patenty oraz sympatie bądź antypatie do poszczególnych kuchennych utensyliów absolutnie nie pretendują do uniwersalności ;) Miłej lektury!

niedziela, 30 października 2011

Kulinarny poker - dynia i coś jeszcze

W tym roku chyba tylko raz obejrzałam coś w telewizji. Oczywiście będąc w gościach, bo w domu nie mamy TV. Był to program "Kulinarny poker", który z miejsca mnie zafascynował! Dla tych dziwaków, którzy podobnie jak my z Sahibem żyją w niewyobrażalnym dla wielu "świecie bez TV" krótki opis zasad.

Gospodarze programu zapraszają kilku mistrzów kulinarnych z różnych krajów. Losują oni karty z bogatej talii. Karty niezwykłe, bo zawierające, zamiast asów i innych figur, różne mniej lub bardziej fikuśne produkty spożywcze, takie jak: papryka, brokuł, ananas, kapary, jakieś mięso itp. Następnie mają chwilę do namysłu, by zaproponować danie, które zamierzają z tychże składników przygotować na oczach widzów. Najciekawsze propozycje przechodzą do finału. I tu następuje najbardziej emocjonująca część - w zaledwie 20 minut siekając, mieszając jak szaleni, mistrzowie przygotowują wspaniałe dania, które my po drugiej stronie szkła możemy sobie niestety jedynie pooglądać, natomiast jury w studio - degustuje i wydaje werdykt.

wtorek, 25 października 2011

Plastrony czyli koszulki startowe - co z nimi zrobić?


Dziś będzie dość ekspresowy post. Startując w różnych zawodach zgromadziliśmy pewną kolekcję numerów startowych w postaci koszulek - inaczej zwanych też plastronami. Pamiątka miła, ale jako początkująca (ciągle) minimalistka, nie chciałam trzymać bezużytecznych przedmiotów tylko z powodu wspomnień. Te koszulki są co prawda z dobrego materiału, ale krój mają luźny, raczej nie nadają się jako koszulka, ani do biegania, ani do innych dyscyplin.

Pomysły są dwa.

wtorek, 11 października 2011

W jaskini chomików - mieszane uczucia

Bywa tak, że od czasu do czasu człowiek musi posprzątać w nie swojej jaskini. W ostatni weekend doświadczyliśmy tego z Sahibem. Po śmierci moich Dziadków (nawet nie "typowych", ale "ekstremalnych" chomików), zostało do uporządkowania ich mieszkanie oraz część domu pod miastem, użytkowanego jako letniskowy - stary, przedwojenny dom, z mnóstwem zakamarków, piwnicą, strychem, garażem i komórkami.

Tym razem zajęliśmy się bardzo małym wycinkiem tej schedy. Zajrzeliśmy do spiżarni, mniej więcej 1-metrowego pomieszczenia przyległego do kuchni w tym podmiejskim domu. Czego tam nie było...

wtorek, 4 października 2011

Kwiatożerców nastał czas!

Jak co roku nadszedł czas dyni, z których słynie nasza gmina - podpiaseczyńska Lesznowola. Niestety na trzy kupione przez nas do tej pory dynie, tylko jedna była czerwona w środku, aromatyczna, wspaniale dojrzała i pełna w smaku. Za to na polach, przez które często przejeżdżam rowerem, można jeszcze pośród pomarańczowych kul znaleźć tu i ówdzie spóźnione, jesienne dyniowe kwiaty. Pomyślałam - czemu nie spróbować? Tym bardziej, że o tej porze roku nikt nie ma pretensji o obrywanie kwiatów, skazanych na zwiędnięcie podczas pierwszych przymrozków.