Strony

środa, 21 października 2015

Patrząc z boku

„Niepodobna było tego dnia wyjść na spacer”, mogłaby napisać romantyczna autorka o ostatniej niedzieli. Zabrałyśmy się zatem z koleżanką za niezbyt romantyczne rozprawienie się z jej poremontowymi pudłami. Nie było ich wiele, właściwie końcówka. Cóż za gratka dla piszącej o minimalizmie blogerki (można przecież przypuszczać, że na koniec zostały pudła z jakiś powodów najtrudniejsze).

Zdarza mi się asystować przy porządkach albo przeprowadzkach znajomych. Lubię to - i odbieram za każdym razem jako bardzo ciekawe i ożywcze doświadczenie.

środa, 14 października 2015

Pochwała koszyka

Pasowałoby może do bycia minimalistą być całkowicie obojętnym na uroki przedmiotów. Nie tyle mieć je w pogardzie, lecz dostrzegać tylko i wyłącznie ich utylitaryzm. Byłabym jednak hipokrytką, gdybym się pod takimi hasłami bezkrytycznie podpisała.

Rzeczy towarzyszą nam od rana do wieczora. Wzuwamy kapcie, pijemy z kubka, czeszemy się szczotką (chyba że ogoliliśmy się na zero jak Leo Babauta), siadamy na krześle. Codziennie przez nasze ręce przechodzi kilkadziesiąt przedmiotów. Jedne bardziej, inne mniej osobiste. Ładne i brzydkie, trwałe i nietrwałe, funkcjonalne, a może czasem buble. Te najchętniej używane z upływem czasu stają się prawdziwymi przyjaciółmi, sprzymierzeńcami zwłaszcza w chwilach życiowego zamętu. Może najlepsze to właśnie te, których nawet nie dostrzegamy, tak sprawnie i bezwysiłkowo nam służą?

środa, 30 września 2015

Zabawa w kasztany

Gra sezonowa, liczba uczestników, miejsce, czas - dowolne. Emocje gwarantowane.

Zbieramy odpowiedni zapas kasztanów, a następnie dyskretnie podkładamy je partnerom, domownikom, dzieciom, współpracownikom, klientom - do torby, drugiego śniadania, ważnego raportu, schowka w samochodzie, świeżo włożonych do szafy i zwiniętych w kulki skarpetek (efekt murowany!), kieszeni kurtki, na biurko, do szuflady, pod poduszkę, do butów i tak dalej. Oczywiście, gdy ktoś zapyta „a skąd tu ten kasztan?” przybieramy niewinną minę i cicho pogwizdujemy patrząc w niebo.

Następnie czekamy na rewanż.

Przyjemnej zabawy życzy Tofalaria!

sobota, 26 września 2015

Podróż do granic muzyki

Jesienny powrót na bloga zaczynam od tematyki muzyczno-kulturalnej.

Słuchanie muzyki na żywo jest dla mnie jedną z największych przyjemności. Mogę odsłuchać tego samego nagrania dziesięć razy (najlepiej pod rząd, ale tylko, gdy Sahiba nie ma w domu), ale ten jeden raz na żywo zrobi na mnie o wiele większe wrażenie i na długo zapadnie w pamięć. Poza tym uwielbiam przyglądać się grającym muzykom, nieważne czy to klasyczny pianista, jazzman grający na klarnecie czy karnatycki wirtuoz tabli.

czwartek, 18 czerwca 2015

Ile jeża w jeżu?

Miałam ostatnio wielką przyjemność spotkać jeża  - ale nie na osiedlowych uliczkach albo  - co gorsza  - rozjechanego na szosie, ale w bardziej naturalnym dla niego środowisku. Zarośla, krzaki, sterty chrustu, płytki rów... Skradałam się za nim przez około pół godziny. Choć był jeszcze jasny wieczór, nie widział mnie (jeże, jak inne nocne zwierzęta, mają słaby wzrok), a w każdym razie nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Szeleściły gałęzie i mogłam cichutko za nim podążać. Dopiero gdy zmienił się kierunek wiatru, zwierzątko mnie poczuło. Zaniepokojone podniosło pyszczek, intensywnie węsząc, a następnie lekko nastroszyło kolce, przypadło do ziemi i znieruchomiało. Oczywiście wtedy ostrożnie się wycofałam, nie chcąc zakłócać jego zbieracko-łowieckiego spaceru.

piątek, 12 czerwca 2015

Dlaczego piszę o świecie materialnym?

Byłam ostatnio na nieformalnym spotkaniu na temat duchowości w biznesie. Na początku każdy z kilkunastu uczestników mógł się wypowiedzieć, czym dla niego w ogóle jest duchowość (i czy jest). Okazało się, że każdy mówi o niej innym językiem, na innym poziomie, używając innych pojęć (i tylko jedna osoba stwierdziła kategorycznie, że dla niej duchowość nie istnieje).

Jak pisać o czymś tak ulotnym i wymykającym się definicjom?

sobota, 30 maja 2015

Energia prostego domu

Każdemu z nas zdarza się taki dzień, kiedy musi pędzić z zegarkiem w ręku. Dla niektórych z nas to chleb powszedni, dla innych niecodzienne i niekomfortowe nagromadzenie spraw do załatwienia, spotkań, obowiązków. Kiedy wracam do domu po takim dniu, tym bardziej doceniam pracę, którą od paru lat wkładam w to, żeby był miejscem przyjaznym, przestronnym, niezagraconym, ale też w pewien sposób dostatnim.

środa, 27 maja 2015

„Kobiety ze Wzgórza Wołania” i... prasowanie

Jakiś czas temu trafiłam przypadkowo w bibliotece na niezwykły zbiór reportaży chińskiej dziennikarki Xue Xinran. Tym ciekawszy, że skupiający się na sytuacji kobiet w tym kraju. Choć od czasu premiery książki zmieniło się w Chinach wiele, to opowieści o kobietach, których prywatne historie zostały wciągnięte w tryby tej większej historii, nadal chwytają za serce. Najbardziej poruszył mnie ostatni reportaż - „Kobiety ze Wzgórza Wołania” - kropka nad „i”.

Powstał jako wynik dziennikarskiej wyprawy badawczej dokumentującej nędzę w najbardziej zacofanych regionach Chin. Xinran udała się na płaskowyż lessowy na zachód od Xi'anu w środkowych Chinach, do wioski Wzgórze Wołania. Zrelacjonowała głodową dietę, drastyczne sposoby utrzymywania higieny i stosunki wewnątrzrodzinne. Autorka przyznała, że od czasu wyprawy (1996 rok) nigdy i nigdzie nie widziała porównywalnej biedy. Zresztą niedługo później wyemigrowała na stałe na Zachód. Tymczasem oddaję jej głos (podkreślenia moje), a o prasowaniu będzie na koniec.

poniedziałek, 25 maja 2015

Wyobraź sobie przeprowadzkę...

Nie, spokojnie, nigdzie się nie wyprowadzam w najbliższym czasie. Jednak wyobrażenie sobie własnej przeprowadzki to dobre ćwiczenie umysłowe. Natchnął mnie kolega, który niedawno się przeprowadzał i zamieścił zdjęcie na portalu społecznościowym.

Masz dużo czy mało? Potrzebowałbyś sporej furgonetki, a może TIR-a?

Ciasno upakowane po szafach rzeczy po wyjęciu zyskują niesamowitą zdolność „puchnięcia.” A jeszcze porcelanowe serwisy trzeba popakować w gazety i folie bąbelkowe! Zabezpieczyć lustra i obrazy!

wtorek, 19 maja 2015

Pozorne oszczędności - o domowym niezbędniku narzędziowym

Kilka dni temu zabraliśmy się za wymianę baterię kuchennej. Bynajmniej nie z powodu niezadowalającego designu czy „zmiany wystroju kuchni” - jesteśmy dość praktycznie nastawieni do takich urządzeń. Niestety głowica baterii zaczęła przeciekać. Cóż, służyła dzielnie 15 lat i zdaje się, że to niezły wynik, biorąc pod uwagę niesamowitą twardość naszej wody, z której spokojnie można pozyskać różne ciekawe minerały dla Muzeum Geologicznego.

Wymiana baterii to czynność dość prosta, nawet bez wielkiej wprawy można uporać się w dwadzieścia minut. Do wężyków nie potrzeba nawet taśmy teflonowej. Tyle teoria.