Kultura materialna, w której wyrośliśmy, ma na nas duży wpływ, ale nie musi być idealna dla naszego późniejszego, własnego stylu życia. Ostatnio rozmyślałam o tym, jakie rzeczy były w moim rodzinnym domu oraz o tym, że niektóre wydawały mi się absolutnie niezbędne u nas, po czym okazywały się bezużyteczne.
czwartek, 26 lipca 2012
wtorek, 24 lipca 2012
Bez piwnicy, bez strychu
Wielokrotnie żałowałam, że do naszego mieszkania nie jest przypisana choćby najmniejsza komórka albo piwnica. 28 metrów użytkowych okazuje się niekiedy ciasne dla dwójki dorosłych osób o licznych outdoorowych zainteresowaniach. Mieszka z nami kilka rowerów, narty biegowe, a nawet wiosła kajakowe...
piątek, 13 lipca 2012
Joshua Redman na urodziny
Niedawno obchodziłam urodziny (23. - zażartował kolega) i z tej okazji, chyba pierwszy raz w życiu, zamiast prezentu w materialnej postaci dostałam bilet na koncert. W ten sposób uszczęśliwiła mnie Monika, moja rowerowa partnerka i wspólniczka. Muszę przyznać, że był to strzał w dziesiątkę!
Koncert odbył się wczoraj w przestronnej hali Soho Factory w ramach Warsaw Summer Jazz Days 2012. Gwiazdą wieczoru był Joshua Redman, amerykański saksofonista, z zespołem. Oprócz niego mieliśmy okazję posłuchać Wojtek Mazolewski Quintet oraz Joe Lovano/Dave Douglas Quintet.
Koncert odbył się wczoraj w przestronnej hali Soho Factory w ramach Warsaw Summer Jazz Days 2012. Gwiazdą wieczoru był Joshua Redman, amerykański saksofonista, z zespołem. Oprócz niego mieliśmy okazję posłuchać Wojtek Mazolewski Quintet oraz Joe Lovano/Dave Douglas Quintet.wtorek, 10 lipca 2012
Gazpacho - potęga pomidorów
Pierwszy raz zetknęłam się z gazpacho (bardziej na miejscu byłoby napisać - z przepisem na gazpacho) pod koniec lat 80. za sprawą jakiejś książeczki kucharskiej z biblioteki Rodziców.* Autor podkreślał, że o smaku potrawy decyduje dobra oliwa z oliwek... o której w tych czasach nikt u nas nie słyszał, więc zrobienie tego ultraprostego hiszpańskiego chłodnika pozostawało tylko w sferze marzeń, snutych latem w porze upałów. A szkoda - mieliśmy wtedy własne działkowe pomidory!
Pierwszy raz prawdziwe gazpacho jadłam kilka lat później w Andaluzji, do której dotarłam autostopem. Straciło nieco tajemniczości, okazało się, że w wielu miejscach Hiszpanii mają własne pomysły na tę zupę i nie ma jednego, jedynie słusznego przepisu - i bardzo dobrze!
Pierwszy raz prawdziwe gazpacho jadłam kilka lat później w Andaluzji, do której dotarłam autostopem. Straciło nieco tajemniczości, okazało się, że w wielu miejscach Hiszpanii mają własne pomysły na tę zupę i nie ma jednego, jedynie słusznego przepisu - i bardzo dobrze!
poniedziałek, 2 lipca 2012
Kompot, przeciąg, a może terere?
Mam nadzieję, że mój sposób przedstawienia minimalizmu - jako serii drobnych patentów - jest dla Was ciekawy i przydatny. Choć osobiście uważam teksty bardziej filozoficzne za niezwykle wartościowe i czytam bardzo chętnie, to sama wolę skupić się na przełożeniu ich na codzienne sprawy.
Dziś będzie o tym, jak poradzić sobie z upałem bez technologii typu klimatyzacja.
Dziś będzie o tym, jak poradzić sobie z upałem bez technologii typu klimatyzacja.
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Czerwcowe zbiory
wtorek, 19 czerwca 2012
Jagody na cztery ręce
Wrzucam bardzo szybkiego posta, między jednym a drugim wyjściem na rower. Jak tam u Was z szybkim czytaniem? ;)Tanie jedzenie, zwłaszcza z supermarketów, ma już tak złą prasę, że chyba nikogo nie trzeba przekonywać, żeby te najtańsze produkty (zwłaszcza przetworzone) omijać szerokim łukiem. A co powiecie na jedzenie.... za darmo?
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Zupa krem i grissini
Dziś nowe smaki, nowa kulinarna podróż. Częściowo do słonecznej Italii, częściowo - właściwie nie wiadomo dokąd. Być może do krainy młodości, bowiem będzie o zupach kremach, a tego rodzaju zupę (co prawda tylko w jednym rodzaju) gotowała moja Mama. Zupa ta nazywała się przecieranka marchewkowa i była najlepszą zupą w jej wykonaniu.piątek, 8 czerwca 2012
Jak zostać bogiem jaskółek?
Od jakiegoś już czasu planuję wpis o przyrodzie - o tym, że dla mnie jest ważna i ciekawa, że jest naturalnym środowiskiem życia człowieka (zamiast świata z betonu, plastiku i szkła), że jest wspaniałą inspiracją, nauczycielem, wytchnieniem, spokojem... O tym, że ludzie chcą mieszkać za miastem, ale nie mają wiedzy ani chęci obcowania z roślinami i zwierzętami, które tam zastali. O tym, że uwielbiam fotografować grzyby i ślimaki (ptaki niestety mi uciekają).
Wszystko to brzmi nieco patetycznie, więc zamiast tego będzie historia.
Wszystko to brzmi nieco patetycznie, więc zamiast tego będzie historia.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Wilk o minimalizmie
Witajcie po dłuższej przerwie! Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że bardzo intensywnie działałam na drugim blogu. Zanim znowu wpadnę w rytm blogowania, powracam do jednego ze swoich pomysłów - wynotowywania z różnych lektur inspirujących cytatów, głównie o minimalizmie, prostocie i wolności.
Ostatnio zaczytuję się w prozie Mariusza Wilka, który sam określa się raczej włóczęgą niż podróżnikiem. Jego słowa poruszają we mnie jakąś strunę - może dlatego, że w Rosji bywałam, także w miejscach, które opisał i zawsze będę do nich tęsknić. Poniższy fragment dotyczy przymusowego osiedlania kolskich Saamów (Loparów, Lapończyków) w miastach.
Ostatnio zaczytuję się w prozie Mariusza Wilka, który sam określa się raczej włóczęgą niż podróżnikiem. Jego słowa poruszają we mnie jakąś strunę - może dlatego, że w Rosji bywałam, także w miejscach, które opisał i zawsze będę do nich tęsknić. Poniższy fragment dotyczy przymusowego osiedlania kolskich Saamów (Loparów, Lapończyków) w miastach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





