
Spontaniczna i pożywna sałatka o zadziwiającym smaku.
Składniki: 2 dojrzałe pomidory bez skórki, ser kozi - pół krążka (cabri bon), garść siekanych migdałów, szafran
Smacznego!
ps. na zdjęciu nie widać za bardzo pomidorów - są pod serem ;)
Ostatnio zaskoczył mnie znajomy, Darek z Białegostoku, którego znam z maratonów rowerowych. Darek jeździ w grupie kolarskiej PTR Dojlidy i zajmuje dobre miejsce w Pucharze Maratonów Rowerowych na Orientację. Okazało się, że wolne chwile poza pracą zawodową (układa dachy) poświęca haftowi krzyżykowemu. Tutaj możecie obejrzeć kilka jego prac. Wyhaftowanie jednego obrazka zajmuje mu nawet kilka lat, w przypadku tych największych. Projekty tworzy sam ze zdjęcia, przy pomocy specjalnego programu. Piękną kolekcję portretów Indian Darek zamierza powiesić kiedyś na ścianach własnego domu. Haftować nauczyła go Babcia, a w rodzinie tradycje rękodzielnicze były bogate, bo siostry Babci haftowały ornaty do białostockich kościołów. Jak podkreśla Darek, haftowanie uczy wytrwałości i cierpliwości. Nie trzeba chyba dodawać, że te cechy przydają się podczas długich zawodów rowerowych, zwłaszcza na orientację ;)
Ostatnia część
Przedostatni etap...
Krótki przerywnik w relacji z Podlasia - recenzja książki Haruki Murakamiego.
Po obfitym śniadaniu (kasza manna kontra parówki) ruszyliśmy na podbój nadbużańskich wiosek. Okolica, jak całe Podlasie, obfituje w drewniane, niskie chaty, z czego część wykupują miastowi i użytkują jako domki letniskowe.
Ani się obejrzeliśmy, a za nami zostały puszczańskie ostępy. Rano wyjechaliśmy z lasu, przed nami była Wojnówka i kilka innych urokliwych wiosek, mozaika pół, łąk i niedużych, gospodarczych sośniaków. Na ławeczkach przed domami grzali się w słońcu starcy i babinki, w zasadzie młodych ludzi widać było jak na lekarstwo. W niedługim czasie dotarliśmy do Czeremchy, gdzie obkupiliśmy się w największym sklepie. Żonglując jabłkami i kefirami udaliśmy się do lasu w celu spożycia.
Gdy wyjrzałam z naszej wieży o świcie zobaczyłam mgły nad zalewem i wschodzące słońce. Czym prędzej udałam się na dół z aparatem. Oczywiście potem jeszcze pospałam, nie jestem jakimś zwariowanym fotografem!